poniedziałek, 28 grudnia 2020

Szkatułkowa powieść


Mam swoje ulubione gatunki literackie (fantastyki tam nie ma), ale staram się nie zamykać na nieznane. Bardzo często biorę udział w naborach recenzenckich, właśnie przy książkach, których sama bym sobie nie kupiła. Wysłanie zgłoszenia do tej książki to chyba jedna z lepszych decyzji czytelniczych w tym roku. Śmiem nawet twierdzić, że na zakończenie tego roku, trafiła mi się książka najlepsza.

Zachary Ezra Rawlins - syn wróżbiarki, pewnego dnia w bibliotece trafia na niezwykłą książkę. Nie ma ona autora, wyłącznie tytuł i nie znajduje się w bazie biblioteki. Nie spodziewa się, jaki to będzie miało wpływ na jego życie. W trakcie czytania, zaskoczony odkrywa, że książka opisuje jedno zdarzenie z jego dzieciństwa, kiedy to nie otworzył pewnych drzwi.

Ta książka powstała z miłości i szacunku do literatury. To czuć przy lekturze każdej strony i przy odkrywaniu kolejnych odwołań do innych książek ( w szczególności spodobały mi się odniesienia do "Alicji w Krainie czarów"). Nie jest to też zwyczajna opowieść, ale powieść szkatułkowa. W swojej treści składa się z paru książek, które z zadziwiającą precyzją łączą się w jedną całość.

Te najlepsze przeczytane przeze mnie książki nazywam "pysznymi lekturami". Ta pozycja to niezwykle "pyszna lektura". Przepełniona jest licznymi zakamarkami, tajemnicami i zagadkami. W trakcie czytania, wiedziałam że nie skończy się na jednorazowym przeczytaniu. To taki typ, gdy za każdym razem zwracasz uwagę na coś innego, a każda wcześniejsza lektura pozwala Ci na coraz większe literackie rozsmakowanie.



"Bezgwiezdne Morze"
Erin Morgenstern
Wydawnictwo Świat Książki


środa, 23 grudnia 2020

Urocza pensjonarska powieść


Kiedy zaczęłam ją czytać, miałam wrażenie, że czytam o młodszych (literacko) siostrach Ani z Zielonego Wzgórza. Szybko sprawdziłam i okazało się, że bohaterki "Małych kobietek" są starsze równo o 40 lat.

Akcja powieści dzieje się w Stanach Zjednoczonych w trakcie wojny secesyjnej. W domu zwanym Orchard House od pokoleń mieszka rodzina Marchów. Pani March dzielnie opiekuje się swoimi czterema córkami, podczas gdy mąż i ojciec bierze udział w walkach. Dość sztywna Meg, odważna chłopczyca Jo, kochająca muzykę Beth i najmłodsza Amy dzielnie walczą z biedą i starają się być bogate duchem. Akcja książki trwa równo rok, zaczyna i kończy się Bożym Narodzeniem, w trakcie którego dziewczyny przeżywają liczne przygody. Pani March robi wszystko, żeby wychować swoje córki na dzielne, niezależne kobiety. 

Myślę, że kiedy ta książka została wydana po raz pierwszy, wzbudziła ogromne zainteresowanie i zawierała dość rewolucyjne, jak na tamte czasy poglądy. W chwili obecnej, do niektórych scen podchodzi się z przymrużeniem oka. Najważniejsze jednak jest to, że porady pani March pozostają ponadczasowe, a panujące w Orchard House ciepło i wsparcie wprawia w dobry nastrój. To naprawdę idealna zimowa lektura. Z przyjemnością i ciekawością sięgnę po kolejny tom.



"Małe kobietki"
Louisa May Alcott
Wydawnictwo MG

wtorek, 22 grudnia 2020

W świątecznym klimacie


 

Chyba robię się sentymentalna, bo jeszcze w tamtym roku pisałam, że nie czytam "słodko piernikowych" książek. W tym roku natomiast z ciekawością sięgnęłam aż po dwie pozycje - antologie opowiadań świątecznych polskich autorek: "PS. I życzę Ci dużo miłości" i "Grzeszne święta". Która z nich wypada lepiej?


Rzadko sięgam po typowe obyczajówki, ale autorki "PS...." (słodka antologia) tym razem skradły moje serca. Po niegrzeczne książki (a polskie autorki to już dla mnie zupełna nowość) sięgam rzadko...i no cóż....po lekturze "Grzesznych..... ", chyba już tak pozostanie na długo. O ile w słodkiej antologii trudno tak naprawdę znaleźć słabe opowiadanie ( tylko jedno nie trafiło w mój gust, choć nie było tak do końca złe), o tyle w niegrzecznej antologii trudno mi wskazać, choć jedno naprawdę dobre. W tej mieszance taniości i bezguścia, wybija się jedynie opowiadanie Marty W. Staniszewskiej. Naprawdę świetnie oddany klimat świąt i nietypowy pomysł. Na małe wyróżnienie zasługują również Anna Bellon i Agnieszka Siepielska.

Sięgając po słodką antologię spodziewałam się ciepłych historii z happy endem. Nie spodziewałam się nagłych zwrotów akcji i byłam przygotowana na ich przewidywalność. To wszystko właśnie otrzymałam. Ta lektura była niczym słodki, lekko korzenny pierniczek oblany kwaśnym lukrem. Było wesoło, czasami powracały gorzkie wspomnienia, kwaśne urazy. To wszystko w świątecznej atmosferze. Bardzo ciekawym pomysłem na całą antologię był pomysł wspólnego elementu opowiadań - świątecznej kartki. 

Nie miałam wielkich oczekiwań wobec "Grzesznych świąt". Nie spodziewałam się jednak, że będzie aż tak źle. Całość określiłabym spalonym piernikiem. Wywołanie gorącej atmosfery, raczej nie wyszło naszym autorkom. Śmieszy mnie również to, że akcja większości opowiadań dzieje się za granicą i bohaterzy mają obcobrzmiące imiona. To naprawdę nie wpływa na większą atrakcyjność opowiadania. Większość opowiadań jest bardzo schematycznych i banalnych. Niektóre historie są tak wkurzające, że ledwo przez nie przebrnęłam. Jednym z nielicznych plusów książki jest umieszczenie przez każdą z autorek świątecznego przepisu na końcu opowiadania.


"PS I życzę Ci dużo miłości"
Zbiór opowiadań
Wydawnictwo MUZA S.A.

"Grzeszne święta"
Zbiór opowiadań
Wydawnictwo Akurat/ MUZA S.A.

piątek, 11 grudnia 2020

Dwie silne kobiety w akcji

 


To moje pierwsze spotkanie z autorem. Po przeczytaniu piątego tomu cyklu Tracy Crosswhite mam dość mieszane uczucia. Z ciekawością sięgnę po kolejną część cyklu, ale nie odczuwam żadnej potrzeby do sięgnięcia po poprzednie.

W trakcie prowadzonego śledztwa w sprawie śmiertelnego potrącenia afroamerykańskiego chłopca, Tracy Crosswhite odkrywa, że  głównym podejrzanym jest wojskowy z pobliskiej bazy Marynarki Wojennej. Sprawa wydaje się niemal oczywista. Niespodziewanie, kiedy  jurysdykcję nad sprawą przejmuje wojsko, ginie koronny dowód - nagranie wideo. Równolegle swoje "półprywatne" śledztwo prowadzi jeden z kolegów Tracy - Del.  Jego siostrzenica przedawkowała niezwykle mocną i dotychczas niepojawiającą się w Seattle odmianę heroiny. Bardzo szybko okazuje się, że te dwie sprawy mogą mieć ze sobą związek.

W tym tomie, autor skupia się na rozszerzającym w zastraszającym tempie uzależnieniu od heroiny. Zaskakujące dla mnie było to, że wpływ na to miało zalegalizowanie marihuany (a dlaczego to już musicie sięgnąć po książkę). Robert Dugoni łamie stereotyp "bezdomnego ćpuna ze strzykawką" uświadamiając czytelnika, że to często dzieciaki z dobrego, porządnego (ale niekoniecznie bogatego) domu. 

Są takie thrillery, gdzie bardziej od samej intrygi, interesują mnie losy głównych bohaterów. Rzadko spotyka się choć jedną silną kobiecą bohaterkę, która w dodatku nie jest nieszczęśliwa i nie walczy z jakąś traumą. Ta historia to natomiast ewenement, kiedy mamy do czynienia aż z dwoma takimi bohaterkami. Oprócz Tracy, po raz pierwszy w cyklu pojawia się jeszcze Lea Battles - pewna siebie i niezwykle kompetentna wojskowa prawniczka. Dla mnie była to główna siła napędowa całej książki i to ze względu na nią przeczytam kolejną część.



"Brudna sprawa"
Robert Dugoni
Wydawnictwo Albatros



 

czwartek, 10 grudnia 2020

Zatrzymana w połowie śnieżna kula


 Ta książka jest jak śnieżna kula, która niespodziewanie zatrzymuje się z impetem. Stoi nad przepaścią, akcja stoi praktycznie w miejscu. Spadnie czy znowu ruszy w oszałamiającym tempie?

Pewnego dnia Libby Hall znajduje w swojej skrzynce na listy ulotkę z propozycją zamiany mieszkań. Z przyjemnością zamienia  na tydzień swoje małe mieszkanko na ogromną posiadłość nad morzem. Wraz z mężem postanawiają sobie zrobić mini urlop. Jednak tuż po przyjeździe popada w paranoję. Wydaje jej się, że ciągle  ktoś ich obserwuje. Po tym jak jej mąż ląduje w szpitalu w wyniku zatrucia jedzeniem znajdującym się w posiadłości, postanawiają przerwać swój pobyt. O wszystkie te niespodziewane wydarzenia Libby obwinia męża, bo przecież słodka Libby nie ma żadnych wrogów. 

Akcja, która dzieje się w teraźniejszości jest niezwykle wciągająca. Dosłownie połykałam kolejne strony, przedstawiona intryga bardzo mi się podobała. Dokładnie w połowie książki następuje jednak zwrot i autorka przenosi nas do przeszłości. Poznajemy młodszą Libby, podczas jej wyprawy do Tajlandii. Dla mnie w tym momencie akcja staje. Jest nudno, trąci kiepską obyczajówką. Całe napięcie ucieka. W pewnym momencie zastanawiałam się czy tą część pisała ta sama osoba. W mojej ocenie autorka kompletnie nie radzi sobie z częścią "Tajlandia". Dla mnie wygląda to tak, jakby w trakcie pisania straciła pomysł na całą historię i ciągnie wszystko na siłę.

 I kiedy byłam już totalnie znudzona całą historią, następuje powrót do teraźniejszości, a wraz z nią znowu wzrasta napięcie. Wielka szkoda, że autorka nie potrafi utrzymać zaciekawienia czytelnika przez całą książkę. 

"Odwet"
Claire Douglas
Wydawnictwo W.A.B.

niedziela, 22 listopada 2020

Aneta Nowak w szczytowej formie

 


Jakiś czas temu miałam przyjemność czytać "Jedyne wyjście" - pierwszą część cyklu. Z ciekawością sięgnęłam więc po najnowszą (trzecią) część cyklu. 

W 1984 we Wronkach, wybucha pożar w miejscowym sierocińcu. Nad sprawą sprawuje nadzór dwóch policjantów z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu - Mirek Brodziak i Teofil Olkiewicz. Sprawa szybko zostaje zakończona, a oficjalną przyczyną pożaru jest zwarcie instalacji elektrycznej. Jaka jest jednak prawda i jak te wydarzenie wpłyną na losy bardzo wielu osób?

W 2019 do Szamotuł, po skończeniu studiów w Szczytnie, wraca podkomisarz Aneta Nowak. Z marszu zostaje przydzielona do zespołu badające śmierć starszego mężczyzny, który został znaleziony martwy we własnym mieszkaniu. W tym samym czasie, nieznany sprawca potrąca Teosia Olkiewicza.

W mojej ocenie, to była zdecydowanie lepsza część niż "Jedyne wyjście". Jak to w całej serii z Anetą Nowak, bohaterowie z neomilicyjnych kryminałów odgrywają również i w tej części ogromną rolę. Jednak, to co odróżnia "Szybki szmal" od "Jedynego wyjścia" to większa spójność wydarzeń, dużo ciekawsza, a przede wszystkim bardziej dopracowana intryga. Aneta Nowak nadal pozostaje tym samym robocopem, "który kul się nie ima", ale jakoś tak mniej to razi. 

Cały czas porównuję książkę do poprzedniej części cyklu, ale tak naprawdę każda z nich tworzy odrębną całość i spokojnie można zacząć czytelniczą przygodę z Anetą Nowak od tej części. Do czego gorąco namawiam.



"Szybki szmal"
Ryszard Ćwirlej
Wydawnictwo MUZA S.A.

poniedziałek, 16 listopada 2020

Droga autorko, świat nie jest taki czarno-biały jak go przedstawiasz

 


Naprawdę się starałam, przekonać do tej książki. Była to jednak tak nijaka i przewidywalna lektura, że aż trudno mi jest w niej znaleźć jakieś plusy. Za to lista zarzutów jest długa.

Akcja książki dzieje się w dwóch przestrzeniach czasowych. Współczesna  historia dotyczy Stelli, która właśnie kupiła swój wymarzony dom nad morzem. Pewnego wieczoru do jej drzwi puka nieznajoma pobita kobieta, która oświadcza że właśnie uciekła od swojego męża. Starsza  historia dotyczy Kay, podręcznikowej wręcz historii kobiety maltretowanej przez męża. 

W mojej ocenie, jedynym plusem jest poruszenie przez autorkę tematu przemocy domowej i pokazanie, że jest wyjście z takiej sytuacji. Jednak zdecydowanie można to było zrobić lepiej. Żadnego z bohaterów książki nie da się lubić. Wszyscy są bardzo sztampowi, bez wyrazu. Dawno nie spotkałam tak naiwnej bohaterki jak Stella. Największy jednak zarzut mam do autorki, za przedstawienie 
czarno-białego świata bez żadnych odcieni. W tej książce wszyscy mężczyźni są źli, winni całemu złu tego świata, natomiast kobiety są biedne i naiwne. W sumie to nawet nie wiem, co jest gorsze. Ta książka to jeden wielki stereotyp, który dodatkowo przedstawia naprawdę marną intrygę.

To było moje pierwsze i ostatnie spotkanie z autorką.



"Zmyślenie"
Jess Ryder
Wydawnictwo Burda Książki

poniedziałek, 9 listopada 2020

Uroczy "gang" seniorów na tropie zbrodni

 


Osiedle Coopers Chase to wymarzone miejsce dla każdego seniora. Basen, sauna, zumba, pilates, a w przerwach kieliszeczek winka. Niektórzy z mieszkańców potrzebują jednak większych wrażeń. Czwórka przyjaciół (oczywiście oni twierdzą, że wcale nimi nie są) zakłada Czwartkowy Klub Zbrodni. Jego członkowie Joyce, Elizabeth, Ron i Ibrahim co tydzień omawiają przypadki nierozwiązanych morderstw. Kiedy jednak zostaje zabity miejscowy deweloper, ich klub staje się czymś więcej niż tylko niewinną zabawą emerytów.

Bardzo czekałam na tę książkę i początkowo przeżyłam rozczarowanie. Wszystko wydawało się rozwlekłe, niczym popijany przez cały dzień jeden kieliszek sherry. Żarty mnie nie bawiły i nie trafiał do mnie humor sytuacyjny - lepkość niczym wspomniane sherry. Warto było się jednak przemęczyć, bo po parunastu stronach akcja wybucha niczym szampan. Owszem, na sposób rozwiązywania niektórych tajemnic, patrzymy z przymrużeniem oka. Seniorzy na każdym kroku są sprytniejsi od policji i mają imponujące "źródło kontaktów". Nie jest to jednak podręcznik szpiegowski ani mroczny kryminał. Czytając książkę, mamy się po prostu dobrze bawić.

Największym autem książki są wykreowani przez autora bohaterowie. To nie są ślamazarni i nieporadni emeryci. Na pierwszy plan wysuwają się postaci kobiece. Elizabeth pewna siebie i bardzo inteligentna babka i z pozoru cicha i spokojna Joyce. Niech nie zwiodą was pozory, bo każda z nich niejednokrotnie was zaskoczy.

Mam nadzieję, że ta przesympatyczna czwórka zaskoczy mnie jeszcze niejeden raz!



"Morderców tropimy w czwartki"
Richard Osman
Wydawnictwo MUZA S.A.

poniedziałek, 2 listopada 2020

Ewa Przydryga trzyma poziom

 


Niezwykle cenię sobie autorów, którzy mają swój niepowtarzalny styl. Z pozoru drobne elementy, które sprawiają, że nawet gdyby nazwisko autora było zaklejone na okładce, to i tak bez problemu można odkryć, kto napisał książkę. Ewa Przydryga to niewątpliwie taka autorka.

Lena to dziewczyna, która nie miała w życiu łatwo. Osierocona w wieku czterech lat, wychowana przez oschłą i zimną ciotkę, w dorosłym życiu nie radzi sobie najlepiej. Ukojenie znajduje w sztuce. Ada z pozoru zbuntowana nastolatka, a w rzeczywistości zagubiona i opuszczona przez rodziców siedemnastolatka. Dwie przestrzenie czasowe, końcówka lat dziewięćdziesiątych i czasy współczesne. Czy coś łączy te dwie dziewczyny? 

To moje drugie spotkanie z autorką i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to świetna autorka psychologiczna. W jej książkach intryga kryminalna/ tajemnica jest jednocześnie siłą napędową książki - przekładania z niecierpliwością kolejnych stron, a jednocześnie schodzi na dalszy plan. To rzadka sztuka. Największym plusem jest jednak to, że autorka doskonale żongluje emocjami, potrafi stworzyć niesamowity i indywidualny rys psychologiczny każdego z bohaterów. Oby więcej takich książek!


PS. Ewa Przydryga dziękuję za kolejną fascynującą wycieczkę po mojej kochanej Gdyni.



"Miała umrzeć"
Ewa Przydryga
Wydawnictwo Muza S.A.

sobota, 31 października 2020

Annuszka już kupiła olej...

 


"Mistrz i Małgorzata" to jedna z nielicznych lektur szkolnych, do której obiecałam sobie, że kiedyś wrócę. Ot tak, dla sprawdzenia czy po parunastu latach zrobi na mnie takie samo wrażenie.

Po latach wrażenie chyba jest jeszcze większe. Myślę, że tej klasyki nie trzeba nikomu przedstawiać. Dla mnie to kwintesencja literatury rosyjskiej. Jest w niej coś takiego tajemniczego i jednocześnie realnego. Wystarczy parę zdań,  a czytelnik po prostu wnika w historię, przenosi się w zupełnie inny świat. Ogromnym plusem jest to, że to powieść, która wymyka się wszelkim gatunkom. Znajdziemy tu i elementy fantastyczne, wątek romantyczny,   satyrę i opis bieżącej sytuacji politycznej. Jest to jednak powieść ponadczasowa z galerią niesamowitych postaci. Bo któż z nas nigdy nie słyszał o Wolandzie bądź Behemocie. Świetnym zabiegiem jest to, że każdy z nich "mówi: swoim własnym głosem, ma niepowtarzalny styl, urok i pazur.

Niewątpliwie ogromnym plusem tego wydania jest fantastyczne tłumaczenie Grzegorza Przebindy, jego żony Leokadii i syna Igora. Stworzone przez nich przypisy, pozwalają spojrzeć na tą powieść z zupełnie innej perspektywy, lepiej zrozumieć imiona bohaterów, czy też opisywane sytuacje. To także odrębna historia Michaiła Bułhakowa, a także Historia licznych poprawek do powieści i udoskonalania jej praktycznie do śmierci autora.

Już na sam koniec, taka mała dygresja. Uwielbiam kiedy różne gatunki sztuki mieszają się ze sobą, kiedy artyści czerpią fascynacje od innych artystów. Za nic w świecie, nie mogłam zrozumieć "po kiego" Annuszka kupiła olej w piosence Krzysztofa Zalewskiego, aż sięgnęłam po "Mistrza i Małgorzatę". Jeżeli ten nieszczęsny olej dla Was również stanowi zagadkę, zapraszam do lektury!



"Mistrz i Małgorzata"
Michaił Bułhakow
Tłumaczenie: Leokadia Anna Przebinda, Grzegorz Przebinda, Igor Przebinda
Wydawnictwo Znak

środa, 28 października 2020

Rockowe dziewczyny znowu wkraczają do akcji


Roxie to zwariowana trzydziestolatka, która  tkwi  prawie 10 lat w nieudanym związku z drobnym krętaczem Billym Flynnem. Kiedy w końcu decyduje się od niego odejść, ten nie przyjmuje tego do wiadomości. Staje się agresywny i zrobi wszystko, żeby ją przy sobie utrzymać. Zdesperowana dziewczyna próbuje szukać pomocy u wuja Texa mieszkającego w Denver, który lata temu zerwał kontakt z rodziną. Kawiarnia Fortnum, w której pracuje Tex, to miejsce spotkań chyba najbardziej szalonych i najsympatyczniejszych mieszkańców Denver. To również miejsce, w którym częstym gościem jest kryształowy policjant Hank Nightingale...

To moje drugie spotkanie z autorką. Po lekturze poprzedniej części "Zmysłowego anioła stróża", wiedziałam już, że na pewno będę miała do czynienia z przepiękną zagubioną dziewczyną i wyłącznie przystojnymi policjantami. Będzie dużo akcji i na pewno padnie niejeden strzał. Nie spodziewałam się jednak, że spotkanie z poprzednimi bohaterami książki będzie tak przyjemne.

W tej części spotykamy wszystkie bohaterki poprzednich części. Z każdą kolejną stroną miałam wrażenie, że uczestniczę w jednym wielkim spotkaniu towarzyskim, jakbym spotykała się ze starymi kumpelami. W mojej ocenie to zdecydowanie lepsza część. Cała wtórna historia miłosna schodzi na dalszy plan, a autorka ( co jest dla mnie ogromnym plusem) skupia się na opisie ciepłej, na maksa szalonej przyjaźni rockowych dziewczyn. 

Moje serce jednak zostało zdobyte przez bohaterów "drugiego planu" - rodziców Roxie. Dawno nie miałam do czynienia z tak zabawnym i uroczym małżeństwem z długoletnim stażem. 

Byłam bardzo sceptycznie nastawiona do całej serii, ale po przeczytaniu "Od pierwszego wejrzenia", z przyjemnością sięgnę po kolejny tom. 



"Od pierwszego wejrzenia"
Kristen Ashley
Wydawnictwo MUZA S.A./Akurat

sobota, 17 października 2020

Sekrety polskich gabinetów psychiatrycznych

 


Psychiatria to jedna z tych specjalizacji medycznych, która z jednej strony wzbudza strach i pewnego rodzaju zawstydzenie, a z drugiej strony budzi największą ciekawość. Dziennikarka Ewa Pągowska postanawia odkryć, co kryje się za drzwiami szpitali i gabinetów psychiatrycznych. 

Książka to zbiór wywiadów z lekarzami specjalistami psychiatrii z całej Polski. Każdy wywiad poświęcony jest odrębnej chorobie, grupie wiekowej pacjentów, czy też okolicznościom takim jak pobyt w szpitalu. Moje największe zainteresowanie wzbudziły wywiady dotyczące zaburzeń osobowości i o elektrowstrząsach i innych kontrowersyjnych metodach. Szczerze mówiąc dopiero niedawno dowiedziałam się, że elektrowstrząsy są nadal stosowane. Z tym większą ciekawością przeczytałam na jakiej zasadzie działają i kiedy się je stosuje.

Niestety, ale miałam trochę większe oczekiwania co do tej książki. Nic lepiej nie działa na zrozumienie problemu niż opisy konkretnych przykładów. Wywiady są jednak przeprowadzone i udzielane w typowo naukowy sposób. Jak dla mnie jest zbyt mało opisów praktyki, a jeżeli już się zdarzają przykłady pacjentów i zastosowanych sposobów leczenia to są one zbyt ogólne.

W mojej ocenie to bardzo dobra pozycja, dla osób które mają naprawdę minimalną wiedzę o psychiatrii. Takie  kompendium psychiatrii.  Dla osób, które się psychiatrią interesują, książka może się okazać zbyt ogólna.



"Psychiatrzy - Sekrety polskich gabinetów"
Ewa Pągowska
Wydawnictwo Znak
Premiera: 28.10. 2020 r.

piątek, 16 października 2020

W zaczarowanym świecie baletu


To książka z zupełnie innej mojej czytelniczej bajki, ale za to jaka piękna. Wprawdzie moje trzylatki są na nią za małe, ale za to z ogromną przyjemnością, oglądały przepiękne rysunki w środku, a później bawiły się w baletnice.


"Baletnice - Przyjaciółki i rywalki" to pierwsza część bestsellerowej francuskiej serii. Opowiada o grupie przyjaciół z pierwszego i drugiego roku elitarnej szkoły baletowej. Pewnego dnia w szkole ogłoszono konkurs dla dziewczynek z pierwszego roku, którego nagrodą będzie występ w paryskiej operze. Trzy przyjaciółki Constance, Zoya i Maya marzą o takim występie, jednak role są tylko dwie. 

Zawsze, gdy książki dla młodszych czytelników wpadają w moje ręce, staram się ocenić, czy warto, przeczytać ją moim córeczkom. Dziewczynki są zdecydowanie za małe na lekturę, poruszana w książce tematyka to raczej wiek siedem lat wzwyż. Uważam jednak, że będąc już w tym wieku, koniecznie powinny ją przeczytać. 

Trzy główne bohaterki, to dziewczynki z krwi i kości, każda z nich jest inna, pochodzi z innego regionu świata, łączy je wspólne marzenie: bycie najlepszą baletnicą i występowanie na scenie. Ogromnym plusem jest to, że każda z bohaterek ma zupełnie inne podejście do życia i tańca. To niezwykle potrzebna książka dla współczesnych dzieci. Pokazuje na czym polega prawdziwa przyjaźń, a przede wszystkim pokazuje, jak ważna jest wiara we własne siły i jak różną można obrać drogę, żeby spełnić swoje marzenia. 

Ogromnym plusem jest wydanie książki. Przepiękna okładka i duża czcionka w środku, ułatwiająca samodzielne czytanie. Uważam, że to doskonały prezent na pierwszą "dorosłą" książkę. Choć muszę przyznać, że ja dorosła również z ciekawością śledziłam losy bohaterek i z pewnością przeczytam drugi tom. 



"Baletnice - Przyjaciółki i rywalki"
Elizabeth Barfety
Wydawnictwo Znak (Znak emotikon)

niedziela, 11 października 2020

W radioaktywnym klimacie

 


Sądząc po wcześniejszych opiniach na temat książki, będę pewnie jednym z nielicznych czytelników, któremu książka nie przypadła do gustu.

"Jaskółki z Czarnobyla" to kryminał, którego akcja w większości toczy się w w Prypeci -terenie dawnej zony. 30 lat  po katastrofie w elektrowni atomowej w Czarnobylu, teren ten przeżywa istny boom turystyczny. Podczas jednej z takich wycieczek zostaje znalezione zmasakrowane ciało mężczyzny. W sprawie morderstwa prowadzone są dwa niezależne od siebie śledztwa. Jednemu z nich przewodzi Josif Melnyk, milicjant pracujący od 7 lat w Czarnobylu, drugie na zlecenie ojca ofiary były mieszkaniec Prypeci i policjant Aleksander Rybałko.

O samym autorze Morganie Audic'u wiemy niewiele. W sieci trudno znaleźć o nim jakiekolwiek informacje, oprócz tego że jest nauczycielem  geografii i historii we Francji. Po lekturze bardzo zależało mi na tym, żeby sprawdzić w jaki sposób autor zbierał do książki materiały. Znalazłam tylko wywiad na francuskim blogu (gruznamur.com) który potwierdził moje odczucia co do książki. Czytając ją, od razu czuć, że autor nie był na Ukrainie. Przedstawiony obraz tego kraju, to w mojej ocenie idealny przykład stereotypowego myślenia mieszkańca "zachodu" o "wschodzie" oparty jedynie na książkach. Burzy to trochę klimat  i tworzy papierowych bohaterów.

Największym zarzutem jest jednak w mojej ocenie, praktycznie zerowa intryga kryminalna. Wszystko mamy podane na tacy. Czytając ostatnie strony w ogóle nie byłam ciekawa zakończenia. Opisy kolejnych zbrodni przepełnione są opisami okrutnej przemocy, tak jakby autor zamiast skupiając się na budowaniu intrygi i tajemnic, całą swoją energię poświęcił na tworzeniu makabrycznych opisów. 



"Jaskółki z Czarnobyla"
Morgan Audic
Wydawnictwo Mova

niedziela, 4 października 2020

Czy cały postapokaliptyczny świat musi się kręcić wokół seksu?

 


Na całym świecie krąży tajemnicza gorączka. Jej ofiarą pada większość mężczyzn i niemal wszystkie kobiety i dzieci. Każda ciąża kończy się śmiercią matki i dziecka. Główna bohaterka- położna jednego ze szpitali w Stanach Zjednoczonych jest jedną z nielicznych kobiet, które przetrwała. Szybko dochodzi do wniosku, że jej jedyną szansą na przetrwanie jest przebranie się za mężczyznę. W takim stroju, w poszukiwaniu jedzenia i schronienia przemierza niemal cały kraj. Po pewnym czasie uświadamia sobie, że ludzkość dla swojego przetrwania będzie potrzebowała akuszerki.

Jedno trzeba przyznać autorce, mimo trudnej i przerażającej tematyce, ma bardzo lekkie pióro i historia naprawdę wciąga. Jest jednak na wskroś amerykańska w negatywnym oddźwięku, taka literacka muzyka pop. Tytułowa bohaterka jest bardziej waleczna niż Strażnik Teksasu, a każdy dom, w tym domki letniskowe jest pełen zapasów które spokojnie starczają na przeżycie paru miesięcy. Naprawdę, czasami zamiast skupiać się na akcji, zastanawiałam się czy kiedyś skończy się jedzenie. 

Najgorszym jednak zarzutem jest wszechobecny seks. Niemal wszyscy mężczyźni zostali sprowadzeni do roli gwałcicieli, tak jakby brak odbycia stosunku seksualnego z kobietą był ich największym problemem. Autorka bardzo uprzedmiotawia kobiety i robi to w bardzo prymitywny sposób, pozbawiając całą historię głębi. Rozumiem jej główny zamysł, chęć walki o prawa i równość kobiet, ale forma przedstawienia tego problemu, w ogóle do mnie nie przemawia.


"Księga bezimiennej akuszerki"
Meg Elison
Wydawnictwo Rebis

niedziela, 27 września 2020

Najgorsza przeczytana książka literatury skandynawskiej

 

To było po prostu złe. Jestem wielką fanką literatury skandynawskiej, której w żadnej mierze nie utożsamiam wyłącznie z kryminałami. Nienawidzę jednak przerostu formy nad treścią i dorabianiem wymuszonej ideologii. Nie będę wychwalać książki, tylko dlatego że napisał ją wielokrotnie nagradzany autor, zaliczany do ścisłej czołówki prozy skandynawskiej. 

Narratorem i zarazem głównym bohaterem jest Terje. Akcja książki zaczyna się od momentu kiedy leży nieprzytomny w szpitalu po dokonanej próbie samobójczej. Każdy kolejny rozdział to cofanie się coraz bardziej w przeszłość. I jest to jedyny zabieg literacki, który zasługuje na plus. Zapewne zamiarem autora było przedstawienie tego,  co pchnęło bohatera do tak dramatycznego czynu. Jednak zamiast wielkiej głębi psychologicznej otrzymujemy najbardziej  antypatycznego bohatera literackiego. Nie dostrzegam tu żadnego czarnego humoru. Terje jest agresywny, chamski, nie szanuje nikogo, ma szacunek wyłącznie do przyrody. Przez całą książkę zastanawiałam się, co sprawiło że się taki stał, ale z każdą kolejną przewracaną stroną coraz bardziej utwierdzałam się w tym, że żadne życiowe wydarzenia nie dają prawa do tak podłego zachowania. 

W mojej ocenie, cała historia miała potencjał. Podobał mi się oszczędny styl, zamysł z wgłębianiem się w przeszłość i liczne niedopowiedzenia. Wszystko to jednak było zbyt "papierowe", niczym kiepskie wypracowanie z psychologii.



"Początki"
Carl Frode Tiller
Tłumaczenie: Katarzyna Tunkiel
Wydawnictwo Poznańskie

To nie jest tylko "covidowa" książka

 


Bardzo sceptycznie podchodzę do książek pisanych ze względu na aktualnie gorące tematy. Na szczęście ta pozycja, to nie jest kolejna tania sensacja. Przede wszystkim w mojej ocenie sam Covid-19 był jedynie pretekstem do jej napisania, a nie jej głównym bohaterem. 

Jak wskazują sami autorzy ich książka opisuje pierwszą fazę epidemii w Polsce, od lutego do lipca i w głównej mierze oparta jest na artykułach pisanych przez nich bądź kolegów dziennikarzy, które były publikowane w serwisie Onet.pl. Książka podzielona jest na tematyczne części, dotyczące m.in. sytuacji w domach pomocy społecznej, sanatoriach, pracowników służby zdrowia, członków ochotniczej straży pożarnej. Jej ogromnym plusem jest to, że to kawał rzetelnej dziennikarskiej pracy. Poruszając dany temat, autorzy przedstawiają stanowisko każdej z zainteresowanych stron. 

Po wielu miesiącach epidemii, każdy z nas wyrobił sobie o niej własne stanowisko. Lektura "Nadzwyczajnych" prowadzi do zatrważających wniosków. Z jej kart wyłania się totalny organizacyjny chaos w państwie. Zdaje się, że brak opracowania wspólnych procedur działania to nasz najmniejszy problem. Nadrzędność organów to papierowa fikcja, a na pierwszej linii frontu pozostają zwyczajni - nadzwyczajni ludzie.



"Nadzwyczajni"
Marcin Wyrwał, Małgorzata Żmudka
Wydawnictwo Akurat/MUZA S.A.


wtorek, 22 września 2020

Zbyt metafizycznie

 


To moje pierwsze spotkanie z autorem i mam bardzo mieszane uczucia. Ta książka pod względem poziomu to taka długa droga w dół. Składa się z trzech części. Pierwsza jest rewelacyjna, druga odrobinę gorsza, za to kompletnie nie kupuję części trzeciej.

Głównymi bohaterami są Gabrielle i Martin. Kiedy ich poznajemy, Gabrielle ma dwadzieścia lat, jest Amerykanką, studiuje. Martin to dwudziestoletni Francuz, student prawa, który przyleciał na wakacje do Stanów Zjednoczonych. Pomiędzy nimi wybucha płomienne uczucie, ale pomimo tego Martin wraca do Francji. Czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają?

 Jest jeszcze Archibald, tajemniczy złodziej sztuki. Najbardziej barwna postać powieści, który wprowadza do wydawało się łzawej miłosnej historii, łotrzykowską duszę. Dzięki niemu, powieść nabiera tempa, momentami czujemy się jakbyśmy czytali całkiem niezłą powieść przygodową.

Coś jednak poszło nie tak i odnoszę wrażenie, że to po prostu taki styl autora. Wszystkie wydarzenia są opisane w bardzo realny sposób i nagle w to wszystko powoli wkrada się metafizyka. Wdziera się krok po kroku i w pewnym momencie przejmuje całą historię, pozbawiając ją realności. 



"Kim byłbym bez ciebie"
Guillaume Musso
Wydawnictwo Albatros

środa, 16 września 2020

Kim tak naprawdę jesteś, Kacprze?

 


Miałam wobec tej książki większe oczekiwania niż Kacper Berger do podboju biznesowego świata. Na początku m zaimponował. Niezwykle pewny siebie, przebiegły, a przede wszystkim szalenie inteligentny. Czy aby na pewno taki jest, czy stał się swoim firmowym produktem?

Jak dowiadujemy się już z okładki książki główny bohater to biznesmen, milioner, playboy, ćpun i...morderca. Dodatkowo jest narratorem całej opowieści.

Kacprze, na wstępie piszesz, że mogę Ci zazdrościć albo Cię znienawidzić. Widząc te słowa uśmiechnęłam się  pod nosem i stwierdziłam "ostro grasz". Kto tu będzie zwycięzcą ja czy Ty? Na początku mnie zaskakiwałeś, zostawałam daleko w tyle, gdy jednak Cię poznałam stałeś się przewidywalny do bólu i nudny. Potrafiłam przewidzieć każdy Twój kolejny krok i  zakończenie całej historii. Dodatkowo Twoją sprawą zajmowali się wyjątkowo szarzy policjanci. Czy morderców zawsze musi ścigać samotna policjantka po przejściach? I jeszcze ten jej partner - pantofel bez własnego zdania. Być może ich przedstawienie to Twój specjalny zabieg, mający na celu podkreślenie Twojego geniuszu, ale ja tego nie kupuje. Twój autor miał naprawdę świetny pomysł na całą historię, ale niestety sam pomysł nie wystarczy.



"Sprzedawca"
Krzysztof Domaradzki
Wydawnictwo Czarna Owca


poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Sekrety życia w Białym Domu


Ta książka to idealny przykład, że książkom należy dawać drugą szansę. "Rezydencję" zaczęłam czytać praktycznie w dniu premiery ( 19.09.2016 r.), jednak książka w ogóle nie przypadła mi do gustu. Była po prostu nużąca. Po przeczytaniu parunastu stron, odłożyłam ją, trafiła na koniec kolejki i cierpliwie czekała na swoją szansę prawie cztery lata. Zaczęłam ją czytać w miejscu, w którym wtedy przerwałam i ze zdumieniem stwierdziłam, że jest całkiem interesująca. Być może sprawiła to przeczytana rok temu autobiografia Michelle Obamy - "Becoming. Moja historia", która rozbudziła moją ciekawość, co do rzeczywistości życia w Białym Domu.

"Rezydencja" bowiem, to nic innego jak relacja i wspomnienia z życia w Białym Domu opowiedziana przez jego pracowników. Jak słusznie wskazuje wydawca na okładce "Rodziny prezydenckie przychodzą i odchodzą- nie zmienia się tylko personel". Trzeba również wiedzieć, że są niezwykle lojalni wobec swoich byłych pracodawców i raczej nie zdradzą żadnych kompromitujących faktów z życia prezydenta i jego rodziny.

Co zatem jest nam w stanie dać autorka. Z kart książki aż kipi amerykańska sielanka, większość pracowników jest idealnych, całkowicie poświęconych prezydenckiej rodzinie. Choć zdarzają się w ich pracy zgrzyty, podchodzą do tego z optymizmem. Najważniejsze jest jednak to, że pomimo swojej lojalności potrafią przemycić różne fakty na temat stylu życia Pierwszej Pary. Z pieczołowicie zebranych przez autorkę wspomnień, wyłania się ludzki obraz jego mieszkańców oraz wpływ poszczególnych wydarzeń politycznych na ich bieżące życie. 

Jeżeli szukacie skandali i kompromitujących faktów, nie znajdziecie ich w tej książce. Myślę jednak, że w dzisiejszych czasach pełnych nienawiści i opartych w głównej mierze na szukaniu i promowaniu skandali, warto sięgnąć po tą pełną ciepła książkę.

"Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu"
Kate Andersen Brower
Wydawnictwo Znak


środa, 26 sierpnia 2020

Kim tak naprawdę jest Wielki Następca?

 

Moja wiedza na temat Korei do tej pory ograniczała się do podziału na tą złą i dobrą, socjalistyczną i "amerykańską". Z ciekawością sięgnęłam więc po opowieść o Wielkim Następcy - Kim Dzong Unie.

Autorka Anna Fifield już na samym początku wskazuje, jakie miała trudności przy pisaniu książki, dotarciu do osób, które mogłoby/chciały podzielić się swoimi doświadczeniami z życia w Korei Północnej, czy też "zaszczytu obcowania" z błyskotliwym Wodzem. Tym samym jeszcze bardziej rozbudza nasz apetyt na wiedzę, co do tego tajemniczego kraju i tyrańskich rządów.

W mojej ocenie ten osobisty wstęp autorki, był niestety napisany na wyrost. Dla takiej osoby jak ja, mającej znikomą wiedzę o Korei Północnej, rzeczywiście ta pozycja może stanowić swoiste kompendium wiedzy. Śmiem jednak twierdzić, że dla znawcy tematu, nie przynosi jednak jakiś wielkich rewelacji. 

Nie do końca odpowiada mi także styl autorki. Możecie wierzyć lub nie, ale moje osobiste odczucia towarzyszące czytaniu, nie budzą u mnie przerażenia losami koreańskich obywateli, a raczej wzbudzają pewnego rodzaju "podziw", co do kroków i sposobu prowadzenia polityki przez Wielkiego Następcę. Przed lekturą, miałam o nim dość znikome zdanie, które jednak sprowadzało się do konkluzji "gówniarz, który fartem dostał i nadużywa władzę", tymczasem z kart książki wyłania nam się precyzyjny, wyrachowany i inteligentny człowiek. Czyżby autorka dala się owładnąć koreańskiej propagandzie?

"Wielki Następca. Niebiańskie przeznaczenie błyskotliwego towarzysza Kim Dzong Una"
Anna Fifield
Wydawnictwo Sine Qua Non




piątek, 21 sierpnia 2020

Sielsko diabelsko

 


To moje pierwsze spotkanie z białoruską prozą. Zadziwiające jest to, że większość moich odczuć, co do książki  związanych jest z serialami.

Zaczyna się naprawdę niezwykle. Białoruska, z pozoru sielska wieś. Często zaczynałam czytać książkę z samego rana czując pod stopami sierpniową rosę na trawie jednocześnie czytając o takowej w książce. I nagle na karty książki wkrada się zło. A w mojej głowie powstaje pierwsze skojarzenie z "Miasteczkiem Twin Peaks". Pod pretekstem początkowo niewidzialnego zła, autorka tworzy jednak niezbyt optymistyczną diagnozę wschodniemu zakątkowi Europy. Co może się stać, kiedy utracimy swoją narodową tożsamość, czy chociażby przestaniemy doceniać przyjemność chodzenia po tej  rosą trawie. 

Gdyby autorka całą swoją książkę utrzymała w stylistyce sielsko diabelskiej byłaby to książka wybitna. Niestety autorka w sposób niebezpieczny zaczęła zbaczać w stronę kiepskiego science fiction zainspirowanego serialem "Pod kopułą". Do plusów należy natomiast zaliczyć postać mówiącego kota niczym z Alicji w Krainie Czarów.

"Bodaj Budka"
Natałka Babina 
Wydawnictwo Rebis




czwartek, 13 sierpnia 2020

Opowieść o pamięci i wybaczaniu

 


To powieść inna niż wszystkie. To historia norweskiej żydowskiej rodziny, której losy przeplatają się z fabularyzowaną historią znienawidzonego norweskiego kolaboranta Henry Rinnan'a. W dodatku to powieść w niezwykłej formie - spisana w formie leksykonu.

Bardzo lubię literaturę skandynawską, której nie utożsamiam wyłącznie z kryminałami. Kiedyś nawet w ramach swojego pomysłu, przez wyznaczone przez siebie odcinki czasowe, czytałam literaturę z wybranych przez siebie krajów, w tym właśnie Norwegii. Wbrew pozorom bardzo wiele z tych książek miała liczne nawiązania do mało nam znanej  norweskiej historii czasów II Wojny Światowej. 

"Leksykon światła i mroku" to książka napisana w bardzo dobrym skandynawskim stylu. Z pozoru obojętny język, ale jakże nasycony ładunkiem emocjonalnym. Autor stara się nie oceniać bohaterów, precyzyjnie budując całą historię. 

Pierwszy raz spotykam się z historią napisaną w formie alfabetycznych haseł. Ogromne gratulacje kieruje do tłumaczki Katarzyny Dunkiel. Niestety nie znam norweskiego, ale doceniam ogrom pracy włożony w tłumaczenie, żeby wszystkie "literki się zgadzały" i cała historia zachowała swój sens. Pomimo zastosowanej "hasłowości"cała historia spisana jest w znacznej mierze chronologicznie.

Najbardziej cenne jest jednak to, że bardzo ważna lekcja o tym, żeby nigdy nie zapominać o swoich przodkach i o sztuce wybaczania. To bardzo dobra literatura, w której światło przeplata się z mrokiem. 

Z opowieścią możecie zapoznać się tutaj.

"Leksykon światła i mroku"
Simon Stranger
Wydawnictwo Literackie

sobota, 8 sierpnia 2020

Szkodliwa miłość

 

Jeżeli dziewczyna, która przez wiele lat była podtruwana przez własną matkę, budzi u Ciebie jedynie współczucie, to znaczy że nigdy nie poznałaś Rose Gold i koniecznie musisz przeczytać tą książkę.

Rose Gold niemal do pełnoletności żyła ze świadomością, że jest śmiertelnie chora. Jest zszokowana,  kiedy odkrywa, że za tym wszystkim stała jej ukochana mama Patty. Kiedy Patty trafia do więzienia, Rose postanawia ułożyć swoje życie na nowo. Niespodziewanie jednak tuż przed końcem odsiadki matki, ponownie nawiązuje z nią kontakt. Ku zdziwieniu Patty, Rose przyjmuje ją nawet pod swój dach. Czy Rose postępuje słusznie, przebaczając swojej matce? 

Ta książka to perfekcyjny pokaz, do czego może prowadzić manipulacja. Autorka w bardzo dobry sposób, żongluje odczuciami czytelnika. Żadna z jej postaci nie jest krystaliczna. Z jednej strony współczujemy Rose zmarnowanego dzieciństwa, braku przyjaciół, z drugiej strony nie jesteśmy jednak w stanie do końca jej polubić. Stephanie Wrobel wychodząc od problematyki zastępczego zespołu Münchhausena (zaburzenie psychiczne objawiające się celowym szkodzeniem najczęściej przez rodzica bądź opiekuna, w celu umotywowania poddawania dziecka licznej diagnostyce i zabiegom leczniczym [źródło Wikipedia]) w dość udany sposób tworzy studium zła. Nie spodobało mi się jednak to, że samo zakończenie jest mocno przewidywalne.

Jeżeli tak, jak ja jesteście fanami ebooków, to wersje elektroniczne książki znajdziecie tutaj.

"Troskliwa"
Stephanie Wrobel
Wydawnictwo Otwarte






piątek, 7 sierpnia 2020

Obyczajówka z elementami kryminału

Niestety, ale to jedna z gorszych książek, które przeczytałam w tym roku.

Była policjantka Dioniza Remańska postanawia odszukać zabójców swojego biologicznego ojca. Wprawdzie rzekomo winni jego zabójstwa odsiadują już wyrok, ale Diona nie wierzy w ich winę. Udaje się do Strzygomia znanego jako Wioska kłamców.

Trudno tą pozycję w ogóle nazwać kryminałem. To raczej obyczajówka i to kiepska, z elementami kryminału. Od samego początku bardzo raził mnie prosty język autorki. Miałam wrażenie, że to książka dla nastolatek. Bardzo prosta jest też kryminalna intryga. Nic nie zaskakuje, odwracając kartki, doskonale wiedziałam co znajdzie się na następnej stronie.

To było moje pierwsze spotkanie z Hanną Greń i myślę, że ostatnie. 

"Wioska kłamców"
Hanna Greń
Wydawnictwo Czwarta Strona

 

środa, 29 lipca 2020

W dobrym chyłkowym stylu



Po  paru kiepskich częściach "Joanny Chyłki" miałam praktycznie zerowe oczekiwania wobec tej części. Nastawiałam się na kolejny zbitek absurdalnych zdarzeń podszytych nutami melodramatu zaczerpniętymi z telenoweli. Na szczęście moja ciekawość zwyciężyła.

Zrozpaczony Zordon już od paru miesięcy nie miał wiadomości od zbiegłej z kraju Chyłki. Dni upływają mu na łykaniu xanaxu i stwarzaniu pozorów wykonywania pracy w kancelarii. Niespodziewanie otrzymuje upoważnienie do obrony od Witalija Demczenko. Obywatel Ukrainy budzi się niemal po półtorarocznej śpiączce i nie pamięta niczego, oprócz tego że ma wiadomość dla Zordona od Chyłki.

Ten post miał mieć tytuł "Powrót do dobrego chyłkowego stylu". Byłby jednak niezwykle krzywdzący dla autora. Ta część utrzymana jest w starym poczciwym chyłkowym klimacie z pierwszych części, jest jednak od nich zdecydowanie lepsza. Czytam całą serię od samego początku i po raz pierwszy mam wrażenie, że autor dojrzał, jego styl jest zdecydowanie lepszy. W tej części Remigiusz Mróz w niewymuszony, swobodny sposób żongluje emocjami. Są momenty niedowierzania i ciekawości, ironia i cięte riposty we własnym autorskim kierunku. A przede wszystkim w końcu  w sposób  autentyczny pisze o uczuciach, tak że czasami łezka kręci się w oku.

Autor bardzo wysoko postawił sobie poprzeczkę, mam nadzieję że w następnej części utrzyma ten dobry poziom. 

"Ekstradycja"
Remigiusz Mróz
Wydawnictwo Czwarta Strona


piątek, 24 lipca 2020

Kiedy wybierasz się na basen, a wypływasz w Morzu Sargassowym- fascynująca opowieść o węgorzu



Wydawało mi się, że doskonale wiem o czym jest ta książka. Dokładnie przestudiowałam opis z okładki, brałam nawet udział w ankiecie, co do wyboru okładki. Jednak jej treść była dla mnie ogromnym zaskoczeniem.

Wyobrażałam sobie, że to będzie kolejna opowieść o życiu ludzi,  w której zwierzęta, w tym wypadku ryby odegrały znaczącą rolę. Pozostając w wodnym klimacie, coś jak standardowe wyjście na basen. Ta książka to jednak nie jest pływanie stale po jednym torze, ale niezwykle barwna przygoda, która kończy się na Morzu Sargassowym. 

Ta powieść, to istna baza wiedzy o życiu węgorza. Nigdy nie spodziewałam się, że życie ryby może być tak tajemnicze i fascynujące. Na zachętę dodam, że przez wiele lat węgorz w ogóle nie był uznawany za rybę. Autor kreuje węgorza niemal na mitologiczną postać, a czyni to w iście baśniowym stylu. Zatopienie w lekturze gwarantowane.

"Ewangelia według Węgorza"
Patrik Svensson
Wydawnictwo Otwarte


czwartek, 23 lipca 2020

Książka wypełniona emocjami



Jeżeli od literatury obyczajowej/romansu wymagasz czegoś więcej niż czekanie na moment, kiedy on i ona w końcu się pokłócą, żeby na sam koniec rzucić się w ramiona, to "To tylko przyjaciel" jest idealną pozycją dla Ciebie.

Sarkastyczna, inteligentna i z pozoru pewna siebie Kristen ceni sobie w życiu niezależność i przyjaźń. Ma oddaną przyjaciółkę Sloan i wiecznie nieobecnego w domu, robiącego karierę w wojsku -chłopaka Tylera. Nosi w sobie też tajemnicę - nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Niespodziewanie w trakcie przygotowań do ślubu poznaje Josha. Ten niezwykle przystojny, zabawny i opiekuńczy facet ma jedno marzenie. Chce założyć ogromną rodzinę, a Kristen zrobi wszystko, żeby się tylko w niej nie zakochał.

Ustalmy sobie na sam początek, to mogła być tylko jedna z wielu banalnych wakacyjnych lektur. Josh jest tak idealny i słodki, że momentami czuje się cukier między kartkami, Kristen jest czasami tak wkurzająca, że ma się ochotę nią potrząsnąć. Nie trzeba być również jakoś specjalnie dociekliwym czytelnikiem, żeby domyśleć się zakończenia

Jest jednak coś, że sprawia że ta książka jest inna niż wszystkie. Pokłady całego spektrum emocji. Począwszy od dobrego humoru, zabawnych emocji, poczucia przyjaźni i bycia kochanym, po nienawiść do rodzica, smutku i żalu. Przede wszystkim autorka porusza jednak problem niepłodności u kobiet, ich poczucia bycia bezużyteczną, "czymś" gorszym, niepełnym. Nie robi tego jednak w nachalny sposób, subtelnie przemyca te wątki do całej historii. 

Niezwykle cenię sobie również autorki, które mają odwagę do niekończenia wszystkich wątków happy endem w powieści obyczajowej. Nie będę jednak zdradzać szczegółów, bo to książka którą warto przeczytać.

"To tylko przyjaciel"
Abby Jimenez
Wydawnictwo MUZA S.A.

niedziela, 12 lipca 2020

Erotyczno-gangsterska bajka



Zazwyczaj szerokim łukiem omijam książki, w których wszyscy mężczyźni są "cholernie seksowni" i "zabójczo przystojni", a koło nich zawsze kręci się jakaś bezbronna laska. Gdy jednak dostałam propozycję przeczytania "Zmysłowego anioła stróża", postanowiłam zaryzykować. Może jednak taki typ literatury do mnie przemówi.

Przed lekturą postanowiłam pozbyć się wszelkich uprzedzeń i rzetelnie podejść do czytania.

Głównymi bohaterami jest Jet i Eddie. Życie Jet dało nieźle w kość. W wieku 14 lat jej mamę zostawił ojciec i musiała szybko dorosnąć. Teraz zbliża się do trzydziestki i jej sytuacja jeszcze się pogorszyła. Jej kochana mama została częściowo sparaliżowana i żeby zdobyć pieniądze na jej rehabilitację, Jet zatrudniła się w klubie ze striptizem. Jednocześnie pracuje w antykwariacie połączonym z kawiarnią. Tam poznaje nieziemsko przystojnego Eddiego, który jest policjantem. 

Jet jest niezwykle wkurzająca - choćby została miss świata, to i tak będzie narzekać: nieatrakcyjna, nudna, beznadziejna. W rzeczywistości to gorąca laska, która potrafi dokopać komu trzeba. Eddie jest facetem, który za swoją kobietą pójdzie w ogień, jest jednak zbyt zaborczy. Na szczęście oboje mają świetnych przyjaciół, którzy ratują tą książkę. Wszystkie postaci z ich otoczenia wnoszą ogromną dawkę humoru.

Ta książka to taka erotyczno-gangsterska bajka. Jeżeli szukasz gorących emocji: opisów orgazmów przeplatanych "strzelankami" to idealna książka dla Ciebie. Dla mnie to była jednorazowa przygoda. Nie była to zła książka, czytało się ją bardzo szybko i całkiem przyjemnie. Ale to zdecydowanie nie mój czytelniczy styl. Uważam jednak, że miłośniczki gatunku będą zachwycone.

"Zmysłowy anioł stróż"
Kristen Ashley
Wydawnictwo Akurat/ Wydawnictwo MUZA S.A.

Świetny kryminał w małomiasteczkowym klimacie



Ta książka jest dokładnie taka jak życie w miasteczku. Z pozoru senne i nudne, a gdy tylko gasną światła wychodzą na jaw tajemnice. 

Damian Wolczuk mieszkający w Warszawie dziennikarz nie ma łatwego życia. Niedawno przegrał proces o zniesławienie, stracił pracę, a w dodatku właśnie przyłapał na gorącym uczynku swoją narzeczoną. Zrezygnowany, postanawia się przenieść do Krakowa. 

W drodze do Krakowa ulega wypadkowi samochodowemu i zostaje uziemiony w  Chęcinach. Wkrótce w miasteczku zostają popełnione zbrodnie, które miejscowi łączą ze starą legendą o krążącym złu. Wolczuk przeczuwa, że to doskonały dziennikarski "temat" i postanawia na własną rękę złapać mordercę.

Ten kryminalny debiut autora od samego początku został okrzyknięty hitem. Miałam ogromne oczekiwania wobec tej książki. Zaczęłam ją czytać i czekałam...i czekałam na te prawdziwe emocje. Do połowy, w mojej ocenie nie wydarzyło się nic spektakularnego, było po prostu nudno i nagle akcja ruszyła z kopyta. 

Autor w niezwykle wyrafinowany sposób bawi się z czytelnikiem. Co chwile zmieniałam zdanie, kto jest mordercą. Czy to może lekko ciapowaty i jednocześnie śliski policjant Kryński, czy z pozoru spokojny, a jednocześnie noszący w sobie tajemnice terapeuta? A jednak może to miejscowy lekarz macza w tym palce? W pewnym momencie już chyba tylko prokurator Painer był poza  kręgiem moich podejrzeń. Niewątpliwym plusem, który wpływa na ciekawość intrygi jest właśnie różnorodna galeria postaci. Nie trzeba ich wszystkich lubić, ale mają w sobie taką ludzką prawdziwość. 

Z niecierpliwością czekam na kolejny tom z cyklu. A pierwszą część dostaniecie tutaj

"Odmęt"
Jacek Łukawski
Wydawnictwo Czwarta Strona

piątek, 3 lipca 2020

Zwrotka, refren,zwrotka...



To dość specyficzne uczucie, kiedy książka zaczyna się od wydarzeń, które miały miejsce w roku twoich narodzin. Zupełnie zmienia się wtedy podejście do tego, co czytasz...

"Prince Polonia" jest jak piosenka. Z pozoru tworzy całość, ale bez problemu można podzielić ją na dwie przeplatające się części. Zwrotka, refren, zwrotka,refren... Czy okazała się ponadczasowym przebojem czy hitem jednego sezonu?

Akcja dzieje się w latach osiemdziesiątych naprzemiennie w Szczecinie i Indiach. Dwaj przyjaciele Janek i Radek postanawiają zmienić swoje życie/ zarobić na lepszy start i zaczynają zajmować się przemytem. Początkowo tylko na terenie Europy, a później postanawiają zaryzykować w Indiach. Jest i ona - Magda K. Licealna miłość obydwu, która pojawią się nagle z "zachodu", a po maturze wyjeżdza z ojcem na placówkę do Indii. 

Licealne losy chłopaków to naprawdę bardzo dobre zwrotki. Czyta się świetnie, historia wciąga. Fenomenalnym pomysłem były liczne odesłania do piosenek, które były popularne w tamtych czasach. Pewnie stąd moje skojarzenie całej książki do piosenki. Gdy tylko pojawiała się Magda, od razu w moich uszach brzmiała piosenka Perfectu, choć książkowa Magda odgrywała z wierzchu zupełnie inną rolę. Ta książka to również muzyczne odkrycia. Oczywiście znam Maanam, ale dzięki koncertowi w liceum bohaterów, po raz pierwszy usłyszałam "Zdradę". 

Aż tu nagle po skończonej zwrotce, jak to w piosenkach bywa pojawia się refren. Azjatyckie losy chłopaków zupełnie do mnie nie trafiają. Mam wrażenie, jakbym w kółko czytała to samo - powtarzalny refren. Autor w posłowie pisze, że ta książka to ficton, nie zaś non fiction. Dla mnie  ta część stylowo bliżej ma do reportażu. Wszystko staje się takie jakieś bezzosobowe, emocje niczym ze szkolnego wypracowania. Coś jakby muzyka z Bollywood, która wypada słabo na tle rockowej muzyki z mądrym tekstem (książkowej zwrotki). Szczerze mówiąc te fragmenty bardzo wydłużyły mi czytanie całej książki, bo dla mnie były po prostu nudne. 

"Prince Polonia"
Max Cegielski
Wydawnictwo Marginesy





niedziela, 21 czerwca 2020

To był kosmos


Kiedy już na pierwszych stronach książki przeczytałam, że autor porównuje Układ Słoneczny do powieści kryminalnych, których akcja dzieje się na angielskiej wsi, wiedziałam, że to z pewnością nie będzie nudna lektura.

Na kartach książki poznajemy losy planet ich satelitów i księżyców. Nie jest to jednak  sztampowy podręcznik, ale fascynująca przygoda. Autor oprócz ogromnej naukowej wiedzy, posiada niezwykły gawędziarski talent. Losy obiektów na niebie czyta się niczym powieść. Pomimo nawarstwienia dużej ilości wiedzy, wszystko czyta się szybko i z ciekawością. 

Ta pozycja to kompendium "kosmicznej wiedzy" przedstawionej niemal w beletrystyczny sposób. Bardzo podobały mi się złote myśli planet umieszczone na początku każdego rozdziału,  które oddają cały jej charakter. Łatwe do zapamiętania i skłaniające do dalszych poszukiwań. 

Ta lektura, to naprawdę był kosmos.

"Nieuporządkowane życie planet"
Paul Murdin
Wydawnictwo MUZA S.A.

Przerażająca wizja



Qualitylandia to wizja z pozoru idealnego kraju na świecie z niedalekiej przyszłości. Za szczęście obywateli odpowiadają algorytmy. Taki algorytm dopasuje Ci idealnego partnera, a jeśli się pomyli (co oczywiście nie może mieć miejsca, gdyż z założenia są nieomylne), zawsze możesz poprosić o wybranie drugiego. Nie musisz robić zakupów, system sam wie, co jest albo będzie Ci potrzebne i dostarczy dronem pod same drzwi. Czy tak wygląda życie idealne? 

Głównym bohaterem jest Piotr Bezrobotny, który zajmuje się utylizacją uszkodzonych maszyn.  Poznajemy go w trakcie trwania kampanii prezydenckiej. Po raz pierwszy w historii jednym z kandydatów jest maszyna. Któregoś dnia nasz bohater otrzymuje przesyłkę z niechcianym produktem. Czy podejmie ryzyko, żeby wykazać że algorytm wcale nie jest nieomylny?

Niestety, ale ta książka w żaden sposób mnie nie zaskoczyła. Wykreowana wizja przyszłości, jest jak dla mnie zbyt przewidywalna. Owszem budzi przerażanie, ale nie wbija w fotel. Nie prowokuje do większych refleksji. Bohaterowie są dość przewidywalni i zero jedynkowi. O zgrozo, największą sympatię wzbudziły u mnie uratowane przez Piotra maszyny. 

Niewątpliwym plusem książki, jest jej język. Wystylizowany na lekko siermiężny kojarzący mi się propagandą komunistycznego sukcesu. 

Ta historia miała naprawdę spory potencjał, ale autor w pełni go nie wykorzystał.

"Qualitylandia"
Marc-Uwe Kling
Wydawnictwo NieZwykłe

piątek, 19 czerwca 2020

W Paryżu było piękniej



Po ogromnym zachwycie nad "Paryżem" autora, postanowiłam sobie, że przeczytam wszystkie jego państwa i miasta. Mój kolejny wybór padł na "Nowy Jork".  Jakie były moje wrażenia?

No cóż, jednym słowem -rozczarowujące. To była zupełnie inna bajka niż "Paryż". Przez długi czas zastanawiałam się, czy wpływu na to nie miał zupełnie inny styl życia i kultura Francuzów. W "Nowym Jorku" tak samo jak w poprzednim mieście przez całą historię przeplatają się losy różnych rodzin. Pomimo tego, że Paryż ma zdecydowanie dłuższą historię, wszystko tam było "pełne", zazębiające się. Natomiast historia Nowego Jorku sprawia wrażenie co chwilę urywanej, autor skacze niemal przez wieki, za bardzo skupiając się na niektórych historycznych momentach, niektóre natomiast całkowicie pomijając, jakby w ogóle nie miały miejsca. Bohaterowie są jacyś tacy mało wyraziści, poprawni politycznie do bólu. 

Autor niewątpliwie włożył ogrom pracy w napisanie książki, zabrakło jednak takiego małego błysku, żeby z ciekawością pochłaniać tą opasłą historię.

Uznam "Nowy Jork" za wypadek przy pracy i z ciekawością sięgnę jeszcze po jakieś miasto. 

"Nowy Jork"
Edward Rutherfurd
Wydawnictwo Czarna Owca



czwartek, 11 czerwca 2020

Nieco postrzelona dziewczyna o wielkim sercu



Każdy z nas, a szczególnie mając naście lat, czy będąc przed trzydziestką, popełnia różne gafy, które w tym wieku urastają do rangi życiowych tragedii. Oczywiście są tak wielkie, że po paru dniach całkowicie się o nich nie pamięta. Ten kto się do tego nie przyznaje albo nigdy nie czuł się młody albo no cóż, urodził się z połkniętym kijem. 

Taka właśnie jest Georgia, główna bohaterka powieści Olivii Beirne. Nieco postrzelona, żyjąca z dnia na dzień dwudziestoparolatka. Pracuje jako rysowniczka, ale jej głównym zajęciem jest organizacja wesela szefowej. Dodam tylko, że znalezienie śpiewających niedźwiedzi nie jest tym najtrudniejszym zadaniem. Kiedy pewnego dnia jej pewna siebie i odważna siostra prosi ją o dokończenie listy rzeczy do zrobienia przed trzydziestką, Georgia nie może odmówić jej pomocy. Nie jest to jednak standardowa lista, a Georgia ma szczególną motywację, żeby ją dokończyć.

To nie jest typowa komedia romantyczna, w których jak to bywa głównym motywem jest znalezienie tego idealnego faceta. To przede wszystkim opowieść o rodzinnym cieple i ogromnej sile sióstr. Georgia jest naprawdę zabawna w naturalny sposób. Przyparta do muru, zamienia się w ambitną i przebojową dziewczynę,choć oczywiście zdarzają się jej małe wpadki.  Ma wspaniałą rodzinę, na którą zawsze może liczyć i kręci się koło niej przystojny mężczyzna. Wszystko napisane w lekkim stylu, ale jednocześnie autorka nie boi się poruszać trudnych tematów. 

Z chęcią obejrzałabym film na podstawie tej książki.

Jeśli szukacie idealnej pozycji na  letnie wieczory to znajdziecie ją tutaj.

"Lista, która zmieniła moje życie"
Olivia Beirne 
Wydawnictwo Albatros


środa, 10 czerwca 2020

Emocjonalny pożar



Już dawno nie spotkałam tak irytującej głównej bohaterki, a mimo tego nie przekreśliłam  książki.

Cassie jako jedna z nielicznych kobiet pracuje w straży pożarnej w Austin. Pomaganie ludziom ma we krwi i jest jednym z najlepszych strażaków.
Kiedy miała szesnaście lat, z dnia na dzień porzuciła ją matka przeprowadzając się na drugi koniec kraju. Pewnego dnia dzwoni niespodziewanie do Cassie i prosi ją o pomoc. Cassie postanawia przeprowadzić się do matki i zaczyna pracę w nowej remizie. Nie jest jej łatwo, bo tutejsi strażacy nie są zbyt optymistycznie nastawieni do pracy kobiet w straży pożarnej. Dokładnie tego samego dnia, co Cassie pracę zaczyna Owen. 

Przed Cassie stają nowe wyzwania. Nie tylko musi przekonać do siebie nowych kolegów, ale także na nowo nauczyć się żyć z matką, z którą przez kilka lat miała bardzo słaby kontakt. Porzucenie przez matkę nie jest jednak  jedyną traumą z nastoletniego życia, z którą musi się zmierzyć.

Główną bohaterkę można by nazwać "panią idealną". Na każdym polu swojej zawodowej drogi jest po prostu najlepsza. Podciąga się na drążku lepiej niż wszyscy pozostali strażacy razem wzięci, parkour to dla niej bułka z masłem, a w rzutach osobistych zapewne pokonałaby samego Jordana. I jeszcze to jej przeświadczenie, że ze wszystkim poradzi sobie najlepiej. Autorka zrobiła z niej cyborga. To przerysowanie umiejętności tak gryzie, że czasami ma się po prostu dość Cassie. Zapewne autorka tworząc taką postać, chciała pokazać, że kobiety są tak dobre albo nawet lepsze przy wykonywaniu niebezpiecznego zawodu jak mężczyźni. W mojej ocenie ta perfekcja odnosi jednak odwrotny skutek. 

Szczerze mówiąc, przez jedną trzecią książki przeraźliwie się wynudziłam. Po przekroczeniu 400 strony, akcja nagle wystrzela niczym woda z węża strażackiego. Te emocje, które funduje nam autorka, są naprawdę warte wcześniejszej nudy. Ostatnie 100 stron przeczytałam jednym tchem. Gdyby cała książka taka była, przyznałabym jej najwyższą ocenę.

"To, co bliskie sercu"
Katherine Center
Wydawnictwo MUZA S.A.