sobota, 30 maja 2020

Studium zła



Wybitny profiler dr Bogdan Lach i Katarzyna Bonda połączyli siły, by przedstawić najciekawsze sprawy z archiwum policyjnego psychologa śledczego. 

Katarzyna Bonda to taka autorka, której czytelnicy dzielą się na tych pełnych uwielbienia albo takich co nie są w stanie dokończyć jej książki. Ja przechodziłam różne etapy jej twórczości. O ile seria z Hubertem Meyrem była dla mnie w porządku, to cykl Cztery żywioły, po wymęczonych i wynudzonych dwóch pierwszych tomach, porzuciłam z wielką ulgą. Od tej pory uważam, ją za dobrego rzemieślnika, ale nie artystę. W jej książkach czuć ogrom pracy włożony w gromadzenie materiałów, gorzej już z ich przedstawieniem. Z ciekawością sięgnęłam więc po "Motyw ukryty" podskórnie przeczuwając, że doskonale się w tym odnajdzie i to jeszcze w połączeniu z tak wybitnym specjalistą jakim jest dr Bogdan Lach.

Przeczucie mnie nie myliło. 

Książka podzielona jest na rozdziały opisujące zbrodnie, tak by przedstawić poszczególne elementy pracy psychologa śledczego np. stworzenie profilu wiktymologicznego czy opinii behawioralnych i rodzaje przestępstw np. przestępstwa na tle seksualnym. Każdy rozdział zakończony jest podsumowaniem najczęściej dotyczącym statystyk. Znajdziemy również bonus w postaci zagadki dla czytelnika. Niezwykle ważnym elementem książki jest bibliografia dotycząca literatury przedmiotu oraz adres ośrodków, w których ofiary różnych przestępstw mogą znaleźć pomoc. 

Wszystkie historie czyta się z ogromnym zaciekawieniem i przerażeniem jednocześnie. Zatrważające jest to jak okrutny może być człowiek wobec drugiego człowieka. Najsilniejsze emocje wywołują  przestępstwa na tle seksualnym pedofilii. 

"Motyw ukryty"
Katarzyna Bonda i Bogdan Lach
Wydawnictwo MUZA S.A.




środa, 27 maja 2020

Zatopiona w baśni



Do przeczytania tej książki zachęciła mnie przepiękna okładka. Nawet wersja e-book ma w sobie magię, zapowiedź baśniowej lektury. 

Cała historia zaczyna się w najdłuższą noc roku. Spokojny wieczór w gospodzie nad Tamizą, nagle zostaje przerwany niezwykłym wydarzeniem. Niespodziewanie u drzwi gospody staje ranny nieznajomy mężczyzna, który trzyma na rękach martwą dziewczynkę. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, ale po godzinie okazuje się, że dziewczynka ożywa. 

W przeszłości trzy dziewczynki zaginęły,  teraz odnalazła się tylko jedna. Kim jest tak naprawdę i czy naprawdę wcześniej była martwa. Mnożą się pytania, pojawia się coraz więcej wątpliwości, a pieczę nad tym wszystkim sprawuje rzeka.

"Była sobie rzeka" to baśń dla dorosłych, pełna folkloru i legend. Postaci są wielowymiarowe, niemal każda z nich ma swoje tajemnice i...coś magicznego. Ja szczególnie polubiłam pielęgniarkę i akuszerkę Ritę, która jawiła mi się niczym dobra wróżka, matka chrzestna. Jak to w baśni bywa zarysowany jest dość wyraźnie podział na tych dobrych i złych, ale w żaden sposób mi to nie przeszkadzało. 

Do najwyższej oceny, zabrakło mi jednak, takiej malutkiej iskierki. Warto jednak czasem dać się ponieść nurtowi lektury, bez zbytniego wchodzenia w szczegóły i szukanie niedociągnięć.

"Była sobie rzeka"
Diane Setterfield
Wydawnictwo Albatros

 

niedziela, 17 maja 2020

W brutalnym męskim świecie



Aż wstyd się przyznać, ale to moje pierwsze spotkanie z Ryszardem Ćwirlejem. Po lekturze "Jedynego wyjścia", wiem że nie było to spotkanie ostatnie.

W wielkopolskim miasteczku zostaje porwany syn miejscowego biznesmena. Ojciec wbrew zakazowi porywaczy informuje policję, jednocześnie wykorzystując swoje stare kontakty próbuje odzyskać syna na własnych warunkach. W momencie, gdy ojciec odświeża swoje znajomości z czasów, gdy prowadził nie do końca legalne interesy, na trop porywaczy wpada młoda policjantka Aneta Nowak. 

W tym samym czasie, w niewyjaśnionych okolicznościach znika przyjaciółka Anety. Wszyscy myślą, że to chwilowa ucieczka od życia, jednak Aneta wie, że przyjaciółka nigdy nie zostawiłaby swojego małego dziecka. Czy te dwie sprawy łączą się w jakiś sposób?

Gdybym miała określić tę książkę jednym zdaniem, napisałabym "Inteligentna kobieta w brudnym męskim świecie". Autor do swojej powieści wplata bohaterów znanych ze swojego PRL-owskiego cyklu Alfreda Marcinkowskiego i Mariusza Blaszkowskiego oraz ich starych kolegów. Cała historia to nie jest słodka rurka z kremem, a policjantka Aneta zdecydowanie nie jest w tym ciastku lukrem - tandetną ozdóbką, od którego słodyczy bolą tylko zęby. Z przytupem wkraczamy w brutalny męski świat, w którym nie ma sentymentów. 
Mam jednak pewne zarzuty, co do wykreowania postaci Anety. Rozumiem założenie autora, żeby pokazać że często nie docenia się inteligencji kobiet, szczególnie w hermetycznym męskim środowisku, ale jednocześnie raziło mnie to, że Aneta jest tak doskonała, wyłącznie jej tropy są właściwe i gdyby nie ona, nie udałoby się zakończyć żadnej ze spraw. To wszystko sprawia wrażenie przerysowanego. Na pewno sprawdzę w drugiej części cyklu, jak autor podszedł do tej trudnej tematyki. 

"Jedyne wyjście"
Ryszard Ćwirlej
Wydawnictwo MUZA SA (wznowienie)

czwartek, 7 maja 2020

Nie ma ucieczki od przeszłości



Upalne lato w Częstochowie. Komendant miejskiej policji Jerzy Walter, po niedawnym skandalu z jego bratem biskupem Stanisławem Walterem, nie spodziewa się, że już wkrótce przejmujący upał będzie jego najmniejszym problemem. Z tutejszego muzeum archeologicznego w zuchwały sposób ktoś kradnie kości. Wkrótce Częstochowę zaleje fala niezwykle brutalnych morderstw i tylko paru jej mieszkańców będzie znało ich silne powiązanie z przeszłością.

Miałam ogromne obawy, co do tej książki. Pierwsza część trylogii "Przeciwko bratu" nie spodobała mi się, ale postanowiłam dać autorowi jeszcze jedną szansę. Opowieść składa się z dwóch części. Pierwszą część czytało mi się świetnie. Historia mnie wciągnęła, była na dużo wyższym poziomie niż pierwszy tom. Bardzo przypadł mi pomysł z wierszami - rymami częstochowskimi (perfekcyjnie ironicznie odniesienie do rymów), które sprawca zostawiał na miejscu zbrodni. Jednak po przekroczeniu II części, cały czar prysł. Nie było już tej iskry i historia zaczęła mnie nużyć. Odniosłam nawet wrażenie, że ta część powstała wcześniej, gdyż w moim odczuciu odbiega znacznie warsztatowo od I części. Ogromny wpływ na moje odczucia miała postawa Jerzego Waltera, bierne i jednocześnie wulgarne zachowanie. Gdy już myślałam, że nic mnie nie zaskoczy, przyszło rozwiązanie zagadki. Genialne. Po odkryciu kart, kto stoi za zabójstwami, autor powinien jednak skończyć. Zauważyłam jednak, że ma on skłonność do tanich sensacyjnych zakończeń. Pierwszy tom nazwałam nawet częstochowskim dzikim zachodem. 

Na pewno sięgnę po trzeci tom, chociażby po to, by sprawdzić czy autor po ulewnych deszczach, męczącym upale, zakończy trylogię zaśnieżoną Częstochową. 

"Z moich kości"
Marcin Dudziński
Wydawnictwo Czarna Owca