niedziela, 30 października 2022

Catriona Ward znowu zaskakuje

 

 

Po lekturze "Ostatniego domu na zapomnianej ulicy" wiedziałam, że "Sundial" to nie będzie zwykły thriller. Jak to z autorką bywa porzućcie opis z okładki, bo żaden  nie jest w stanie przedstawić tego o czym właściwie jest książka. W tej historii lęk głównej bohaterki Rob o starszą córkę, która szepcze do siebie i zbiera kości martwych zwierząt, to jedynie pretekst do bardzo dziwnej i wciągającej historii.

Ta książka to podróż w najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duszy. Czasami jest brutalnie, przerażająco. To jednak także próba walki dobra ze złem, pokaz rodzicielstwa, które ma różne oblicza.

Trudno jest coś więcej napisać, żeby nie zdradzać zbyt wiele, choć przyznam się, że po tej książce z równym przerażeniem co zaciekawieniem czekam na kolejną pozycję autorki.



"Sundial"
Catriona Ward
Wydawnictwo Czwarta Strona

poniedziałek, 24 października 2022

Świetna przygodówka


Tajemnice, skarby, intrygi, niechlubna historia...a to wszystko na pięknym terenie Karkonoszy. Brzmi fantastycznie i tak właśnie jest.

Maksymilian Rajczakowski postanawia spędzić swój urlop w nieczynnym schronisku w Karkonoszach. Jego właścicielem był zmarły w dziwnych okolicznościach wujek Maksymiliana. Nie spodziewa się, że to nie będzie zwykły odpoczynek, a odkrywanie historii regionu, w której niemałą rolę odegrała jego rodzina.

Bardzo lubię górskie wędrówki, dlatego z wielką przyjemnością sięgnęłam po tę książkę. Wstyd się przyznać, ale nie miałam pojęcia jak wyglądała historia regionu tuż po II Wojnie Światowej - przymusowe wysiedlenia Niemców, napływ polskich obywateli. Z ogromną ciekawością odkrywałam więc losy nowych polskich ziem. Nie myślcie jednak, że to kolejna nudna pozycja historyczna. To pełnokrwista opowieść o poszukiwaniu ukrytych w trakcie II Wojny Światowej prawdziwych skarbów, a jednocześnie rodzinne dramaty i kryminał w jednym. Co do samej historii rodziny Maksymiliana to zagadka była dość prosta i oczywista. Można jednak to wybaczyć autorowi, wszak to jego debiut. Co do pozostałych intryg, to czułam się niczym poszukiwacz skarbów i z ogromną przyjemnością układałam poszczególne elementy zagadki. 

Niewątpliwym cichym bohaterem tej książki są same zasnute mgłą, ośnieżone jesiennym śniegiem Karkonosze, w których unosi się widmo Ducha Gór. Wszystko to dodaje pewnego smaczku i czyni całą opowieść jeszcze  ciekawszą i pełniejszą.

Na sam koniec, bardzo dziękuję autorowi za posłowie i wskazanie co było fikcją, a co prawdą. Bardzo często mi tego brakuje, nawet w przypadku doświadczonych pisarzy.



"Schronisko, które przestało istnieć"
Sławek Gortych
Wydawnictwo Dolnośląskie

sobota, 22 października 2022

To było słodkie

 


Nie sięgam zbyt często po romanse. Nie to, żebym nie lubiła historii o miłości, ale romanse które czytałam, najczęściej były po prostu kiepsko napisane i tandetne. Natomiast  przy " The Spanish Love Deception" świetnie się bawiłam.

Słodko, do bólu przewidywalnie, główny bohater zabójczo przystojny i wręcz idealny? Oj tak! Jest jednak coś takiego w tej historii, że człowiek przy każdej stronie uśmiecha się błogo i chce więcej. Catalina - mieszkająca na stałe w Nowym Jorku Hiszpanka ma spory problem. Zbliża się ślub jej siostry, a ona nie ma z kim na niego pójść. Niespodziewanie propozycję towarzystwa składa jej Aaron, jej biurowy wróg. 

Oczywiście, już się pewnie domyślacie jak to się wszystko skończy. Od samego początku przewidywałam zakończenie, jednak w żaden sposób nie wpłynęło to na moją ocenę książki. Nie spodziewałam się jednak, tego jak dobrze będę się bawiła przy lekturze. Jest zabawnie, uroczo a Aaron nie mógł być bardziej idealny. W tym tkwi chyba fenomen tej książki. Autorka wykreowała taki typ męskiego bohatera, o którym marzy większość kobiet w swoim życiu. 

Ta książka to fantastyczny przykład guilty pleasure.



"The Spanish Love Deception"
Elena Armas
Wydawnictwo Otwarte

środa, 19 października 2022

Aż chciałoby się wyruszyć w drogę

 


Uwielbiam wędrować. Zatapiać się w nieznane miejsca, wchodzić w las i po prostu iść. Zazwyczaj szerokim łukiem omijam książki, które krzyczą z okładki sloganami w stylu " Lektura obowiązkowa dla każdego, kto szuka własnej drogi". Ta okładka jest jednak tak hipnotyzująca, że zaryzykowałam.

Cheryl Strayed nigdy nie miała łatwego życia i w końcu nastąpiła ta chwila, kiedy po prostu wybuchła. W przypadkowy sposób dowiedziała się o istnieniu PCT - Pacific Crest Trail długodystansowym szlaku turystycznym w Stanach Zjednoczonych i spontanicznie postanowiła wyruszyć w samotną drogę.

Można nie zgadzać się z wyborami życiowymi Cheryl, ale trzeba jej przyznać, że stworzyła niezwykły opis swojej wędrówki. W malowniczy sposób opisuje pokonywaną przez siebie trasę i zmagania.  Ma bardzo lekkie pióro, przez co przez książkę się po prostu płynie. Muszę przyznać, że dość mocno identyfikuję się z trudami jej podróży. Przy opisie pakowania, zakładania i noszenia największego plecaka na trasie, oczami wyobraźni widziałam siebie. Zazdroszczę Cheryl odwagi i planuję własne krótsze wędrówki. W przeciwieństwie do autorki w chwili pokonywania przez nią szlaku, mam jednak to ogromne szczęście, że mam swoją rodzinną kochaną ekipę. 



"Dzika droga. Jak odnalazłam siebie"
Cheryl Strayed
Wydawnictwo Znak Literanova

poniedziałek, 10 października 2022

To zdecydowanie nie były moje klimaty

 


Niestety, ale największe emocje towarzyszyły mi, kiedy po lekturze tej antologii opowiadań, na lubimyczytac.pl zobaczyłam ocenę tej antologii. Kiedy ja zastanawiałam się nad słabą piątką bądź mocną czwórką w dziesięciostopniowej skali, książka uzyskała ocenę 9.4! (dane z 10.10.2022 r.). 

A zapowiadało się tak dobrze. Autorki we wstępie piszą o założeniach, które towarzyszyły im przy pisaniu  opowiadań. Bardzo spodobał mi się pomysł, pokazania że nie wszystko jest takie piękne jak wygląda na pierwszy rzut oka i rzuceniu rękawicy lukrowanemu świata Instagrama.

Niestety, ale ich wykonanie zupełnie do mnie nie trafiło. Pierwszy zgrzyt pojawia się już na początku każdego opowiadania. Kiedyś przeczytałam opinię jednego z recenzentów, który dość mocno skrytykował fakt, że polskie autorki umieszczają akcje swoich opowiadań za granicą. W pełni podzielam jego zdanie, bo sama odnoszę wrażenie że jest to robione na siłę, celem "dowartościowania" - uczynienia opowiadania lepszym. W mojej ocenie akcja każdego z opowiadań mogłaby się dziać w Polsce, byłoby to bardziej autentyczne i przede wszystkim ciekawsze. 

Niestety, ale wszystkie opowiadania były dość sztampowe. Żadne mnie nie zaintrygowało, czy jakoś mocno zaskoczyło. Nie podobała mi się również wulgarność, która w przypadku tych opowiadań momentami była przesadzona i zupełnie niepotrzebna. Różne są oczekiwania czytelników. Ja sięgając po opowiadania obyczajowe oczekuje lekkiego przesłodzenia i wzruszeń. Tutaj mi tego zabrakło. 



"W pogoni za..."
W.S. James, Daria Jędrzejek, Klaudia Leszczyńska i Klaudia Max
Wydawnictwo Literatka

sobota, 8 października 2022

Najdłużej czytana przeze mnie książka

 


Jak to z nagrodzonymi książkami bywa (Man Booker Prize 2015 ), najczęściej nie podzielam zachwytów jury. 

Ta książka to spisana wielogłosowo historia pewnego zamachu na Boba Marleya. W 1976 roku siedem zamaskowanych osób uzbrojonych w karabiny napada na dom gwiazdy reagge. Wprawdzie Marley wychodzi z tego bez szwanku, ale sprawcy napadu nigdy nie zostają ujęci.

Nie byłabym sobą, gdybym nie szukała podobieństw w innych książkach. Ta pozycja to dla mnie połączenie "Burzliwych czasów" Mario Vargas Llosa z 'Ptakiem dobrego Boga" Jamesa McBride. Tak jak tłem dla "Burzliwych czasów" są niespokojne dzieje Gwatemali, tak tu autor wprowadza nas w dzieje Jamajki. Nie waha się być głosem wielu osób, z różnych środowisk, płci czy poziomu wykształcenia. Gdy wypowiada się członek gangu czy prostytutka ich wypowiedzi są pełne przekleństw, wulgarności i niepozbawione błędów ortograficznych niczym narrator "Ptaka dobrego Boga". Czytałam wiele zarzutów, co do tego typu narracji, mnie osobiście w tej konkretniej książce w żaden sposób to nie przeszkadzało, nadawało wręcz waloru autentyczności.

Coś jednak musiało pójść nie tak, skoro książkę z przerwami czytałam 4 miesiące! W mojej ocenie cała historia była zbyt rozbudowana, mnogość bohaterów i narratorów, brak chronologii ( kilka pierwszych stron książki to samo wymienienie wszystkich bohaterów) mnie przerastała i gubiłam się w tym wszystkim. Książkę czytałam na czytniku i w pewnym momencie zrobiłam  sobie aż zdjęcia pierwszych stron, żeby wiedzieć kto jest kim. Cała historia jest zbyt rozwleczona i w pewnym momencie zaczyna nużyć. 



"Krótka historia siedmiu zabójstw"
Marlon James
Wydawnictwo Literackie

czwartek, 6 października 2022

Cisza

 


Cisza...cierpimy w ciszy, krzyczymy głucho gdy jest źle...tak dobra książka przechodzi w ciszy. W moim sercu cisza, gdy kończę ją czytać, ale myśli galopują.

Ta historia dzieje się u schyłku komuny, choć tak naprawdę mogłaby się wydarzyć w każdym czasie. Siedmioletni Wojtuś, kochająca choć zahukana przez męża milicjanta - matka i tenże mężczyzna - surowy ojciec, a w dodatku "pedał". Biedny chłopiec od problemów ucieka w swój świat i niespodziewanie spotyka przyjaciela.

To była bardzo smutna, ale jednocześnie piękna książka. Słowa, które niczym drzazgi wbijają się pod skórę, wywołują ból i prowokują do przemyśleń. Promienie nadziei niczym promienie słoneczne, które chwilami obiecują Wojtusiowi lepszą przyszłość. Matczyna miłość i przyjaźń, a w tym wszystkim ból ojca, który nie radzi sobie ze swoją innością i nie przepracował swoich dziecięcych traum. Ta pozycja buzuje emocjami i nie daje o sobie zapomnieć.



"Pułapka na anioły"
Marcin Grzelak
Wydawnictwo Lira

niedziela, 2 października 2022

To mogła być dobra historia, ale...

 


Empatajzery - urządzenia, które mogą nagrywać i odtwarzać emocje. To była cała moja wiedza, zanim sięgnęłam po książkę. I już na samym początku przeżyłam rozczarowanie i zagubienie jednocześnie. Trafił we mnie totalny chaos. Bez żadnego wstępu i wyjaśnienia znalazłam się niemal w środku historii. Wiele faktów naraz, bohaterowie raz wymieniani z nazwiska, raz z imienia. Szczerze mówiąc ostatkiem woli, przebrnęłam przez pierwsze kilkanaście stron. Czy warto było się tak męczyć?

W ostatecznym rozrachunku, myślę że tak. Przedstawiona wizja świata po katastrofie ekologicznej była całkiem nieźle wykreowana, dawała do myślenia. Zauważyłam jednak, że autorka ma pewien problem, który rzucał się w oczy przez całą książkę. W jej głowie istnieje bardzo dobrze dopracowana koncepcja, ciekawi bohaterowie, jednak przedstawia ich w taki sposób jakby czytelnik wcześniej poznał założenia i mówiąc w skrócie przed czytaniem wiedział "kto jest kim". Tymczasem zbyt wiele czasu poświęciłam na rozgryzanie poszczególnych dzielnic, domyślaniem się kim są Przebudzeni czy Kapuściani, przez co cała historia i refleksje z nią związane się rozmyły.



"Empatajzer"
Aleksandra Borowiec
Wydawnictwo Zysk i S-ka