Z przyjemnością ogłaszam, że w końcu trafiłam na książki, które w pełni zasługują na pozytywne recenzje. Przedstawiam Tajemnicę domu Helclów Maryli Szymiczkowej, którą do życia powołali Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński oraz Zaginioną dziewczynę Gillian Flynn.
Z pozoru całkiem inne, jednak doskonale wpasowują się w moją teorię, że w każdych książkach można znaleźć wspólny element. W przypadku tych książek jest to intryga, w której tłem a można by nawet rzec, drugim bohaterem jest obraz ówczesnej rzeczywistości. Do takich porównań zainspirował mnie Michał Rusinek, którego opinia jest napisana na okładce Tajemnicy...Od niego zapożyczam sobie również zwrot "pyszna lektura". Bardzo mi się spodobał. Jest taki pełny, a jednocześnie kojarzy mi się z taką książką, która jest wciągająca w taki miękki sposób. Potrafi tak zaciekawić, że historia w niej przedstawiona rozsuwa się przed czytelnikiem z taką lekkością, że obojętnie w którym miejscu by się akurat znajdował, czy to w domu czy w autobusie, wtapia się w jej świat i czuje się jego częścią. Ale do rzeczy!
Po przeczytaniu każdej książki, z ciekawością porównuję swoje wrażenia z opiniami innych czytelników. Przyznam, że trochę się zdziwiłam, że Tajemnica...jest przez wielu oceniania jako słaba książka. Kiepska intryga, główna bohaterka za głupia na rozwikłanie tak skomplikowanej zagadki. Nie zgadzam się! Dla mnie jest to książka, która w doskonały sposób przenosi nas do XIX-wiecznego Krakowa. Określiłabym ją krótko. Jej lektura przywodzi mi taki obraz. Książka znaleziona na strychu nawet nie u babci, tylko u prababci albo w jakieś starej zakurzonej bibliotece, która wypada przy wyciąganiu z półki innej książki. Z ciekawości przekartkowujesz kilka stron, po czym zapadasz się w pluszowym fotelu i od jej lektury odrywa Cię nagle przejmujące zimno, bo odkrywasz, że zapomniałeś dorzucić drewno do kominka. A po jej skończeniu, pakujesz najpotrzebniejsze rzeczy i ruszasz na wycieczkę do Krakowa z papierową mapą. A gdy się zgubisz korzystasz z dewizy "koniec języka za przewodnika". Pewnie zastanawiasz się co ma zatem wspólnego z Tajemnicą...już wyjaśniam ;)
Akcja Zaginionej...dzieje się w czasach nam współczesnych, jest znakomicie zbudowana intryga. Uważam, że jest to zdecydowanie lepsza pozycja Flynn od Mrocznego zakątka. (Mroczny...to przykład tego, jak można zepsuć dość dobry pomysł na książkę, za bardzo upodabniając narratora - głównego bohatera do jego wieku, tworząc infantylne fabułę. To takie spore uproszczenie, ale mam nadzieję, że kto czytał, ten zrozumie o co mi chodzi.) Z fabuły wyłania się obraz współczesności. Nie przedłużając, w trakcie czytania masz ochotę poszukać, czy główni bohaterowie mają konto na facebooku, a opisywane tam miejsca możesz "obczaić" na street view. W żadnym wypadku tego nie krytykuje. Ale po przeczytaniu w tym samym czasie Tajemnicy...wyobrażam sobie, że książka ta na ludziach z XXIII wieku zrobi takie same wrażenie, jak Tajemnica...znaleziona na strychu...Przepraszam na przypadkowo znalezionym, zakurzonym czytniku. Mam nadzieję, że z ładowarką ;)
czwartek, 29 października 2015
środa, 7 października 2015
Scarlett czy Anna?
Nie wiem dlaczego, ale dopóki nie zaczęłam się wgłębiać w
historię powstania „Przeminęło z wiatrem „ i „Anny Kareniny” trwałam w błędnym przekonaniu,
że Anna Karenina to taka rosyjska wersja „Przeminęło z wiatrem”. Jakie było
moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że Przeminęło zostało napisane niemal 60
lat później. Tak więc teoretycznie to Margaret Mitchell mogła wzorować się na
Tołstoju! Anna czy Scarlett? Na pierwszy rzut oka, a właściwie czytania, wydają
się bardzo podobne do siebie. Myślę,
jednak że pomimo intryg, wielu kłamstw i wyrafinowania większość kobiet
wybrałaby Scarlett, tak jak wielu mężczyzn wolałaby być przystojnym, nieustraszonym,
nie zawsze uczciwym Rettem Butlerem, a
nie mającym powodzenie u kobiet Wrońskim. Na czym więc polega sekret bohaterów
Mitchell? Każdy z nas czasami chciałby być kimś innym, zaszaleć,
zaryzykować i zrobić coś wbrew swoim zasadom bez żadnych późniejszych
konsekwencji. Scarlett jest jak
wymarzony bohater autora, pozwala się jej na wszystko, a ona zawsze niczym kot
spada na cztery łapy. Każdy mężczyzna jest pod jej urokiem, a ona w sposób
perfekcyjny to wykorzystuje. Chce prowadzić własne interesy, to po prostu to
robi i wszystko jej się udaje. No i ma przy swoim boku wspaniałego Retta
Butlera. Czy można chcieć więcej? Wbrew pozorom jest jednak bardzo
nieszczęśliwa i samotna. Nie oszukujmy się jednak, czy zdobyłaby tyle fanek na
całym świecie, czy powstałoby tyle recenzji na jej temat, gdyby jej życie było
wieczną sielanką? Mitchell stworzyła perfekcyjną postać literacką. Postać,
która budzi ogromne emocje: zazdrościmy jej, podziwiamy, po czym stwierdzamy,
że w rzeczywistości to bardzo samotna kobieta i wcale a wcale nie ma tak
wspaniałego życia jak nam się początkowo wydawało. Z każdej kartki wyłania się
obraz kobiety stworzonej przez kobietę. Żaden mężczyzna w tak doskonały sposób
nie oddałby logiki, którą rządzą się kobiety. Widać to na przykładzie Anny
Kareniny, która jak dla mnie jest zbyt papierowa i przedstawiona w zbyt moralizatorski sposób,
pozbawiony kobiecych emocji. Czasami mam wrażenie, że ta postać to zemsta
Tołstoja na jego niespełnionej miłości. „Poleciałaś głupia na Wrońskiego to
bądź sobie teraz nieszczęśliwa i wykluczona ze społeczeństwa”. Tołstoj bawi się
nią i z chęcią kara ją coraz bardziej, aż doprowadza do jej samobójstwa.
Jest jednak
jedna wspólna rzecz w obydwu książkach, niezauważalna na pierwszy rzut oka.
Zarówno Mitchell jak i Tołstoj pod pretekstem przedstawienia życia głównych
bohaterów, tak naprawdę w największym stopniu skupiają się na mistrzach „drugiego
planu” Recie Butler i Lewinowi. Rett to uosobienie wręcz idealnego mężczyzny pozbawionego
wad. Jest szarmancki i jednocześnie potrafi dogryźć, bezgranicznie kocha
Scarlett, pomimo tego, że się do tego nie przyznaje i można by tak wymieniać i
wymieniać. A co do Lewina, nie jest żadną tajemnicą, że to alter ego samego
Tołstoja. Trochę głupio byłoby jednak zatytułować książkę swoim alter ego, a
całkiem sprytnym zabiegiem było przemycanie co paręnaście stron swoich nieco
przestarzałych poglądów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)