sobota, 28 grudnia 2024

Klasycznie

 


Coraz częściej trafiam na kryminały, w których dedukcja przegrywa z nowoczesną technologią i akcja, owszem robi wrażenie, ale pozbawiona jest wszelkiej logiki. Na szczęście tym razem trafiłam na historię zgoła odmienną.

W zoo w Ołomuńcu nocą doszło do porwania niedźwiedzi. W tym samym czasie, w pobliskiej miejscowości leśniczy znajduje pięć zakopanych martwych psów. Czy te dwa wydarzenia mogą mieć ze sobą coś wspólnego?

Ta historia to świetny przykład kiedy warstwa obyczajowa, wręcz społeczna doskonale przeplata się z kryminalną intrygą. Wątek miejscowych układów i znajomości na najwyższym szczeblu jest poprowadzony w prosty, ale nie w prostacki sposób. Wszystko jest tu dobrze dopracowane, ale jednocześnie nie nużące dla osoby, która za bardzo nie lubi wątków politycznych w książkach.

To co dla mnie było dość zaskakujące, to to że autor "nie boi się brać zakładników" i nie mieć sentymentów, co do głównych bohaterów. Sama zagadka kryminalna jest prowadzona klasycznie, doskonale oddaje klimat czasu, w którym dzieje się akcja. 

Autor pozostawia nas z otwartym zakończeniem i mam nadzieję, że doczekamy się kolejnej części.



"Pięć martwych psów"
Michal Sykora
Wydawnictwo Afera


niedziela, 22 grudnia 2024

Niech autor pozostanie przy "neopolicyjnej serii"

 


Bardzo lubię jak autorzy bawią się gatunkami literackimi. Cenię sobie wszelkie "poznańskie" odsłony psiarza, dlatego z ciekawością chciałam sprawdzić, jak poradzi sobie z komedią kryminalną.

W Ustroniu, nie Morskim ;) znajduje się specyficzne zgromadzenie. Prowadzi go przystojny ksiądz, a dziwnym trafem, gośćmi zgromadzenia są zazwyczaj starsze bogate panie. 

Powiem szczerze, że tak książka miała swoje wzloty i upadki. Na początku mnie zainteresowała, ba! nawet śmieszyła, by w następnej totalnie zanudzić. Za każdym razem, jednak kiedy chciałam już z niej zrezygnować, pojawiało się "coś" co odsuwało decyzję o porzuceniu w czasie. Ostatecznie, pominęłam jakieś ostatnie 20 stron i przeczytałam same zakończenie.

Nie polubiłam też samych bohaterów. Główny bohater Marcin to totalna życiowa pierdoła o przerośniętym ego. Jedna kobieta go wykorzystuje finansowo, bez drugiej natomiast nie byłby chyba w stanie sam trafić do pracy. Nie kupuję tego rodzaju humoru. Pozostali bohaterowie też są mocno przerysowani, ale nie odpowiada mi taka ludzka zlepka karykatur.

To nie była najlepsza odsłona twórczości autora, pozostanę przy klasycznych kryminałach.

"Rajski zakątek"
Ryszard Ćwirlej
Harde Wydawnictwo


niedziela, 15 grudnia 2024

Nie polubiłam się z autorką

 


Wydawałoby się, że to będzie idealna lektura na ten czas. Kryminał w trakcie śnieżnej mroźnej zimy. Było to też moje pierwsze spotkanie z autorką.

Anna Carter wracając późnym wieczorem do domu samochodem, jest świadkiem jak do jadącego przed nią  czerwonego auta, niespodziewanie wchodzi obcy mężczyzna. Następnego dnia okazuje się, że kierująca czerwonym samochodem kobieta zostaje zamordowana.

Początkowo książka mi się bardzo podobała. Szczególnie, że akcja powieści była przeplatana wspomnieniami tajemniczej osoby. Z każdą jednak stroną dopadało mnie coraz większe znużenie. Być może wynikało to z tego, że nie za bardzo przypadł mi do gustu styl pisania autorki. Miałam wrażenie, że jest lekko toporny i twardy, tak jak w moim odczuciu język niemiecki. Większość zdarzeń była również mocno naciągana, a postawa bohaterów irracjonalna.

Bardzo lubię kryminały, w których mogę prowadzić śledztwo razem z bohaterami. Tu niestety tego zabrakło, a zamiast tego niczym królik z kapelusza na sam koniec wyskakuje winny.

Sama końcówka była już dla mnie tak słaba, że o zgrozo w momencie, kiedy miało dojść do odkrycia wszystkich kart, ja zaledwie przelatywałam wzrokiem co którąś z kartek.



"Samotna noc"
Charlotte Link
Wydawnictwo Sonia Draga

niedziela, 8 grudnia 2024

Zupełnie inna od debiutu

 


Do dziś pamiętam ekscytację, która towarzyszyła mi przy czytaniu pierwszej książki autora "Kot w Tokio".  Z wielkimi oczekiwaniami sięgnęłam więc po "Cztery.....".

W życiu Flo nie dzieje się najlepiej. Praca ją nuży, partnerka zamierza opuścić Japonię. I właśnie w tym momencie życia, Flo znajduje w metrze porzucony egzemplarz nieznanej jej książki "Dźwięk wody". 

Ta książka to klasyczny przykład książki w książce. Spodobała mi się ona od pierwszych stron, ale ciągle mając w  pamięci "Kota w Tokio", czegoś mi w niej brakowało. Dużo czasu mi zajęło, żeby zrozumieć, że tutaj chodzi o coś zupełnie innego. Ta historia jest głębsza, choć momentami wkurzająca i nużąca, ale ostatecznie ten cały wachlarz emocji tworzy niesamowity klimat. 

Bardzo lubię literaturę azjatycką, ale dopiero ta książka  dała mi do myślenia, jak w odmiennym świecie żyję. W tej historii mamy do czynienia z paroma uniwersalnymi prawdami, ale jednocześnie bardzo czuć inność kultury japońskiej - w szczególności kultu do osoby starszej. Przez długi czas nie byłam wręcz w stanie polubić jednej z głównych bohaterek za jej właśnie poczucie "ważności" z tytułu starszego wieku.

Ta pozycja to jedna z tych książek, która daje dużo do myślenia. Nie sposób o niej zapomnieć, po przewróceniu ostatniej kartki.

"Cztery pory roku w Japonii"
Nick Bradley
Wydawnictwo Znak